Był mroźny środowy wieczór, 28 lutego 1945 roku. Stanowiąca dotychczas bezpieczną oazę baza lotnicza w podsłupskim Redzikowie znalazła się praktycznie z dnia na dzień na pierwszej linii frontu. W okolicach trwały intensywne walki, a Rosjan dzieliło od Słupska zaledwie 60 kilometrów.
Gdy już nic nie zapowiadało nocnych lotów, na stanowisko dowodzenia wezwano pilnie Uffz. Bruno Davidsa. Był to doświadczony pilot stacjonującej w Redzikowie od czterech tygodni elitarnej eskadry 2./KG 200, przeznaczonej do transportowania agentów wywiadu i członków grup dywersyjno-rozpoznawczych na tyły wojsk przeciwnika.
Po przyjęciu meldunku, dowódca eskadry postawił jego załodze zadanie na nadchodzącą noc. Pod osłoną ciemności lotnicy mieli wykonać lot w rejon zajętej przez czerwonoarmistów miejscowości Barlinek, dokonać zrzutu pięciu skoczków spadochronowych oraz zasobników transportowych i powrócić na lotnisko startu.
Gdy niezbędne przygotowania do misji dobiegły końca, załoga udała się na miejsce postoju przydzielonego im Heinkla He 111 H-6, oznaczonego ledwie dostrzegalnymi literami kodowymi A3+EC. Po drodze spotkała jeszcze barona Oblt. Adalberta von Pechmanna, innego pilota eskadry, który wrócił z kilkugodzinnej przepustki. Spędził ją w willi przy Stromstrasse 2, gdzie poznał piękną Barbarę – studentkę Uniwersytetu w Heidelbergu, córkę znanego słupskiego prawnika Felixa von Treuenfelda.
Start obciążonego ładunkiem Heinkla He 111 nastąpił dokładnie o 20.41. Po około 70 minutach lotu maszyna osiągnęła rejon oddalonego o około 200 kilometrów zrzutowiska, a jej pokład opuścili transportowani skoczkowie. Nie niepokojona zarówno przez artylerię przeciwlotniczą, jak i myśliwce, o 23.05 powróciła bezpiecznie na lotnisko w Redzikowie.
Jakie było zadanie grupy zrzuconej przez załogę Uffz. Davidsa? Czy udało się jej zrealizować wyznaczone cele? Tego prawdopodobnie nie dowiemy się już nigdy.
P.S. Życie dopisało do tej historii nietypowe zakończenie.
W dniu 6 marca 1945 r. Barbara von Treuenfeld, jako sanitariuszka Niemieckiego Czerwonego Krzyża, została ewakuowana pociągiem szpitalnym do Wejherowa. Stamtąd trafiła na lotnisko w Gdyni-Babich Dołach, gdzie spotkała nie kogo innego, jak… Oblt. Adalberta von Pechmanna! Zaledwie kilka dni później Barbara bezpiecznie opuściła Gdynię na pokładzie potężnego Junkersa Ju 290, pilotowanego przez Pechmanna. W 1946 r. para wzięła ślub i spędziła ze sobą resztę życia (Adalbert zmarł w 2013, a Barbara w 2019 r.).
Willa przy dawnej Stromstrasse 2 przetrwała działania wojenne i dziś służy jako przedszkole. Siostra Barbary – Isabel – w 2009 r. została pierwszą po II wojnie światowej honorową obywatelką Słupska.

Autor Mateusz Kabatek

W tym domu doszło do tajemniczego i romantycznego spotkania

W tym domu doszło do tajemniczego i romantycznego spotkania

Udostępnij.