Wolisz obejrzeć film w domu, niż iść do kina? Zrobić zakupy przez Internet, zamiast pójść do miasta? Pracujesz we własnym domu? To oznacza, że uprawiasz cocooning. O zjawisku tym rozmawiamy z psychologiem Piotrem Modzelewskim z Akademii Pomorskiej oraz Pomorskiego Centrum Terapeutyczno-Prawnego „Interios”.

Redakcja: Panie Piotrze cocooning to już moda?

Zacząłbym od definicji tego zjawiska, bo dobrze jest wiedzieć o czym się rozmawia. Coconing to organizowanie sobie życia tak, by praktycznie nie musieć wychodzić z domu. Może być uznawane za sposób radzenia sobie z chaosem współczesnego świata, wieloma bodźcami, bo w domu jest jednak przytulnie i bezpiecznie. Dzisiaj dociera do nas więcej bodźców niż kiedyś, do tego żyjemy w ogromnych społecznościach, a ewolucyjnie jesteśmy w stanie utrzymać względnie stałe relacje ze 150 osobami – liczba Dunbara. Może być też modą, gdyż marketerzy podchwycili te zjawisko i powstają sklepy dla osób, które chcą organizować sobie życie wokół mieszkania. Może być wreszcie chorobą – skutkiem zaburzenia lękowego (głównie fobii społecznej lub agorafobii), depresji lub innego zaburzenia.

Kto najczęściej wybiera taki bezpieczny kokon?

Single, ale i pary żyjące w konkubinatach lub małżeństwach, więc nie ma reguły. Także ludzie dawniej bardzo aktywni, którzy poczuli się przeciążeni i przeszli np. na pracę online. Mieli np. dość pracy w korporacjach, spotkań w klubach i krótkiego snu.

Nie wychodzenie z domu wiąże się też z zakończeniem realnych znajomości? Czy po prostu umawiamy się w domu bo tu czujemy się najbezpieczniej?

Niekoniecznie wiąże się z zakończeniem realnych znajomości. To zależy, czy nasz cocooning jest bardziej pewnym stylem życia, czy raczej łączy się z zaburzeniem psychicznym np. lękiem społecznym, depresją. Domatorzy, którzy świadomie wybierają ten styl życia spotykają się z innymi w domu, aby obejrzeć film, gotują razem czy zapraszają powiedzmy fryzjera lub kosmetyczkę do domu.

W jakich najczęściej przypadkach chcemy izolować się od świata? Czy tempo życia, stres nie jest dziś po prostu wymówką, wygodnictwem?

Moim zdaniem nie jest wymówką. Jest to efekt rozczarowania światem – mam na myśli zwyczajne rozczarowanie ludźmi (mobbing, hejt, dręczenie), przejawami terroryzmu, sytuacją polityczną, ale jednak bardziej związany jest to z codziennym stresem. Mamy za dużo bodźców i za dużo ludzi wokół siebie. Ponadto kiedyś całą wiedzę ludzkości można było pomieścić w nielicznych publikacjach, dzisiaj powstają wąskie specjalizacje medycyny, psychologii, informatyki. Idziemy z jednej pracy do drugiej i robimy dwa czasem trzy studia na raz. To za dużo dla jednej osoby…To są ważne przyczyny tego, że chcemy jednak odciąć się nieco i zamknąć w domach, w naszej bezpiecznej przystani.

Czy cocooning zawsze oznacza zupełną izolację?

Nie, nie zawsze. Dzisiaj przecież można komunikować się przez Internet, poznać także partnera przez Internet. I jak wcześniej powiedziałem nadal możemy się odwiedzać. Są jednak na świecie przypadki skrajnej izolacji. Przykładowo w Japonii istnieje zjawisko hikikomori, gdzie młodzi ludzie izolują się skrajnie, nie wychodząc przez kilka lat z domu. Wiąże się to z kulturą pracy, produktywności, jaka istnieje w tym też dość introwertycznym kraju. Młodzi nie wytrzymują tej presji.

Czy jednym z ważnych źródeł, czy też przyczyn cocooningu jest rozwój Internetu?

Oczywiście, oprócz wspomnianego wyżej przeciążenia bodźcami i stresu. Dzisiaj większość spraw można załatwić przez Internet. Można zamówić jedzenie, zrobić zakupy, pracować, studiować i obejrzeć film. Jednak pamiętajmy, że Internet sam w sobie to narzędzie. Gdy mówi się o uzależnieniu od Internetu zawsze powinniśmy rozpatrywać od czego dany człowiek jest uzależniony np. Facebooka. Przecież przez Internet można kupić chociażby bilet. Internet może być zarówno dobry, jak i zły.

Kiedy powinna nam się zapalić czerwona lampka, że coś jest nie tak, że powinniśmy nasze zachowanie skorygować?

Głównie, gdy mamy silną niechęć do wyjścia, zaczyna nas to przerażać, odczuwamy niepokój i dolegliwości fizyczne np. ból żołądka na konieczność wyjścia, wpadamy w stan apatii, zaniedbujemy siebie i rodzina zauważyła, że prawie nigdy nie wychodzimy.

Taki styl życia, chyba nie bardzo pomaga w znalezieniu partnera i stworzeniu bliskiego związku, a co za tym idzie zmniejszeniu lęku przed wychodzeniem?

Wielu moich pacjentów poznaje ludzi na portalach edarling, sympatii, tinderze. Także znam psychologów, którzy poznali partnera przez Internet. Natomiast taki styl życia utrudnia poznanie znajomych partnera oraz może zniechęcać innych, gdyż ludzie na początku znajomości zwykle randkują gdzieś na mieście, dopiero potem zamykają się w domu, co jest naturalną fazą rozwoju związku.

Jak bliscy – widząc, że coś jest na rzeczy- mogą pomóc? Czy od razu pomoc fachowca, psychologa jest konieczna?

Jeśli są to początki, można próbować zorganizować fajnie czas na zewnątrz, zaoferować coś ciekawego. Jeśli zauważymy, że osoba się zaniedbuje, zaniedbuje dom, w ogóle nie wychodzi, nikt jej nie odwiedza, odmawia spotkań, wtedy konieczna może być pomoc psychologa i lekarza psychiatry.

Czym objawia się zbyt głęboko idący cocooning, zwany w Japonii hikikomori?

Wspomniałem o skrajnej izolacji, czyli zjawisku hikikomori, które można uznać za rodzaj zaburzenia lękowo-depresyjnego. Jest to zjawisko typowe dla Japonii, u nas swojej nazwy nie ma. Oczywiście u nas będzie podobnie się to objawiać, jako zaburzenie lękowe, depresja i związane z nimi objawy psychofizyczne, ale także ważnymi przejawami są nie uczestniczenie w nauce szkolnej, nauce zawodu czy nie wykonywanie pracy zawodowej.

Zna Pan takie przykłady skrajnej izolacji?

Tak. Znam chociażby przypadek mężczyzny, który nie uczy się, nie pracuje, nie uczestniczy w żadnym treningu zawodowym, jest singlem i mając 26 lat spędza czas tylko na grach komputerowych. Tam jest tylko skuteczny, sprawczy, radzi sobie dobrze, bo ze światem realnym jak widać nie. Oczywiście jest to przykład skrajny, bo większość z nas zamyka się w domu, aby radzić sobie z rozmaitością bodźców, odpocząć od pracy, stresu społecznego, biegu, ale jednak ma mniej więcej regularny kontakt z rzeczywistością społeczną. Sieć i dom ułatwia życie, daje komfort, ale nie powoduje całkowitej izolacji, jak w tym przypadku skrajnym.

Panie Piotrze, czy takie nasze zachowania będą się stawać powszechne- pracujemy zdalnie, możemy kupować jedzenie w sieci , zamawiać gotowe potrawy, czy to jest realne zagrożenie?

Myślę, że tak, będą stawać się powszechniejsze, ale sam cocooning, który może być stylem życia, nie jest negatywnym zjawiskiem. Inaczej, jeśli cocooning łączy się z zaburzeniem, Ważne jest stwierdzenie czy jest to ograniczone izolowanie się czy skrajna izolacja. Wszystko zależy od sytuacji indywidualnej. Przebywanie w domu jest przecież bardzo odprężające, wyciszające, przyjemne i potrzebne. Dla mnie jako pisarza jest to wręcz niezbędne, a ponadto, w moich miejscach pracy mam do czynienia ciągle z ludźmi, więc trzeba umieć się czasami odcinać, wyłączyć po pracy. To zdrowe dla higieny psychicznej każdego z nas i niezbędne w zawodach, gdy pracujemy z ludźmi.

Redakcja: Dziękujemy za rozmowę

Piotr Modzelewski – psycholog, pedagog, terapeuta. Pracownik naukowy Akademii Pomorskiej w Słupsku i psycholog w Pomorskim Centrum Terapeutyczno-Prawnym „Interios”. Autor książek pt. „Wstań. Stres, lęk i depresja a styl życia”, „Prokrastynacja. Odłóż odkładanie na zawsze” oraz „Pokonaj odwlekanie – Rozwiń wytrwałość”.

Udostępnij.