„Akt niemoralności”Wojna jest okrutna, a żołnierze wszystkich armii świata rzadko kiedy są aniołami.

Przemoc seksualna od zawsze była narzędziem wojny. W połączeniu z brutalnością i okrucieństwem stanowiły nieodzowne  element i   narzędzia wojny. Gwałty na kobietach, było bronią służącą terroryzowaniu podbitego społeczeństwa. Był czynnikiem w osłabieniu morale, wpływał na populacji, zmieniał oblicze etniczne podbitych terenów. I to bez względu na epokę, kraje, narodowość najeźdźców.

Polacy, a dokładnie polska doborowa jazda pod komendą Czarneckiego niechlubnie się zapisała  w czasie wyprawy duńskiej z lat 1658-1659. Wiadomo, żołnierz głodny, to żołnierz zły, prawda znana od lat, a czas potopu szwedzkiego pozostawił zgliszcza w gospodarce. Żołnierz gdzieś musiał mieszkać, coś trzeba było na sobie nosić, a przede wszystkim coś jeść. Trzeba było zorganizować prowiant także dla koni toż to jazda. Czarniecki wiedział, kim dowodzi, z kim ma do czynienia, w wyprawie na Danię. W pamięci miał obrazy zniszczonych wsi i domostw pozostawione po przemarszu swoich oddziałów przez Pomorze Szczecińskie i szabrownicze ekscesy żołnierzy  dlatego po wkroczeniu do Dani  próbował temperować w pewnym stopniu  zachowania swego wojska, lecz tylko do pewnego stopnia. Przymykał oczy na mniej szkodliwe wykroczenia, stosował wymyślne kary, by zdyscyplinować swoje wojsko. Po części mu się to udało, ale ludność okręgu Hadersleben na lata zapamiętał pobyt jego wojska. Tam już nie tylko rabowano, ale porywano (głównie kobiety), gwałcono, palono dobytki. Jakkolwiek każda zbrodnia zasługuje na potępienie, przykładanie dzisiejszych norm moralności do zamierzchłych czasów jest karkołomne. Dla Czarnieckiego i jego żołnierzy na obcej ziemi liczył się cel, a nie środki, którymi go osiągano. Wodza kampanii rozliczano po efektach.

To taka na marginesie, że nawet My jako naród uważany z szarmanckiego podejścia do kobiet mamy w swojej historii wydarzenia nieprzynoszące nam chluby.

W tym miejscu interesować nas będzie historia dwudziestowiecznych konfliktów zbrojnych. Według obiegowej opinii wojenna przemoc seksualna była domeną Armii Czerwonej, gwałcącej masowo niemieckie i polskie kobiety w trakcie „wyzwolenia” w latach 1944–1945. Nie jest to jednak do końca prawdą. W dobie pełnej jawności i dostępności do  dokumentów archiwalnych  historycy i nie tylko spotykają wiele informacji wskazujących, że proceder ten zapoczątkowali Niemcy w czasie wkraczania do Polski, Japończycy na Dalekim Wschodzie i Amerykanie po wkroczeniu do Europy. Nie mniej skala ta osiągnęła apogeum w trakcie zimowej ofensywy Armii Czerwonej.

Do pierwszych aktów przemocy seksualnej doszło już w czasie wojny polsko-niemieckiej we wrześniu 1939 r.

27 września trzej niemieccy szeregowcy dopuścili się w Busku- Zdroju gwałtu na matce i córce z żydowskiej rodziny.  Z uwagi na to, że  Niemcy jesienią 1939 r. usiłowali wmówić światu, że prowadzą wojnę w sposób cywilizowany, sprawcy zostali osądzeni. Dziwi jednak fakt, że nie z paragrafów Kodeksu Karnego za skrzywdzenie kobiet, lecz za złamanie ustaw Norymberskich (mówiących o zakazie mieszania ras). Fakt jest faktem, było wykroczenie, jest kara, nie taka znów dotkliwa- w tydzień później  w wyniku amnestii  wyszli na wolność.

Nic dziwnego wszak Hitler jasno powiedział swoim generałom w trakcie narady w  Berchtesgaden 22 sierpnia  „Nie miejcie litości. Bądźcie brutalni. Słuszność jest po stronie silniejszego. Działajcie z największym okrucieństwem”.

Rezultat był taki, że gwałty na polskich kobietach podczas kampanii wrześniowej nie były czymś wyjątkowym i jednostkowym, lecz okrutną codziennością. Osobna kwestia jest  odpowiedzialność za te czyny, jak i odbiór  ze strony niemieckich oficerów.

Beznadziejność okupacyjnej nocy  potęgowało bycie kobietą. Los ich niejednokrotnie oscylował między alkowa niemieckiego oficera a obozem śmierci. W szczególności odnosi się to terenów  wcielonych do Rzeszy, a więc na Śląsku, Pomorzu czy w Wielkopolsce. Pozbawione praw kobiety  stawały  się obiektem seksualnej agresji ze strony przedstawicieli „rasy panów”. Co więcej, za wymuszone kontakty seksualne i gwałty to one  ponosiły straszliwe kary.

Mimo formalnych zakazów dochodziło do  kontaktów seksualnych nawet w majestacie prawa. Niemcy mieli bowiem problem ze znalezieniem odpowiedniej liczby kobiet do obsadzenia wojskowych burdeli. Ponieważ Niemki – przynajmniej w teorii – miały być wzorowymi żonami i matkami, zwerbowanie odpowiedniej liczby pracownic, które miały zaspakajać potrzeby miliony „niemieckich bohaterów” walczących daleko od domu, nastręczało spore problemy. Władze przymykały więc oczy na zapisy ustaw norymberskich i chętnie sięgały po Polki, z których w majestacie prawa robiono seksualne niewolnice. Na terenie okupowanej Polski rozpoczęło się regularne polowanie na kobiety. Skala była tak duża, że polska dyplomacja w maju 1941 r. alarmowała w tej sprawie rządy państw alianckich.

W archiwach IPN znajdują się dokumenty mówiące o największym  niemieckim burdelu na kółkach, tzw. Vergnügungszugen,  i jej burdelmama Eleonorą Baur, znana jako „Schwester Pia Wagner”. W pięciu tego typu pociągach po upojeniu i zażyciu narkotyków, po tak zwanym oszlifowaniu miały być wykorzystane przez  oficerów niemieckiej armii i wysokich urzędników partyjnych. Żyjące w ciągłej ekstazie, faszerowane alkoholem i narkotykami, dobrowolnie (nie były w stanie znieść swojej niedoli), czy nie, pogardzane przez otoczenie   kończyły najczęściej w obozach śmierci.

Osobnym tematem jest problem kobiet, których  do prostytucji pchnęła nędza, jaka zapanowała na terenie Generalnej Guberni. Kobiety takie stały przed dramatycznym wyborem: prostytucja albo powolna śmierć z głodu.

Według często spotykanej, a w obecnym okresie powszechnie lansowanej  tezy  przemoc seksualna była domeną Armii Czerwonej, gwałcącej masowo niemieckie i polskie kobiety w trakcie „wyzwolenia” w latach 1944–1945.

Armia Czerwona rozpoczynał zwykle ofensywy, gdy panowały skrajne warunki atmosferyczne. Dowództwo przekonane było, że podjęcie działań w mrozie, śniegu czy błocie daje im dodatkową przewagę. Starzy frontowcy określali taką pogodę jednoznacznie „rosyjska pogoda”. Nie inaczej było 12 stycznia  o 5 rano czasu moskiewskiego, kiedy rozpoczęła się ofensywa nad Wisłą nazwana później styczniową. Choć dowództwo niemieckie oczekiwało ataku wojsk radzieckich już od dłuższego czasu, to skala i siła uderzenia wywołała permanentny chaos w Prusach, a następnie na Pomorzu. Dodatkowym czynnikiem potęgującym rozkład w Prusach  był exodus rdzennej ludności  niemieckiej, bojącej się barbarzyństwa i bestialstwa żołnierza sowieckiego. Gebellsowski  syndrom Nemmersdorfu działał, nie w tym kierunku w którym został stworzony.  Ludność niemiecka, zamiast bronić swoich ziem masowo uciekała w głąb Rzeszy.

Po drugiej stronie stał żołnierz, któremu przyświecał propagandowy slogan: „Żołnierzu Pamiętaj, że wkraczasz do legowiska faszystowskiej bestii”. Bestia zaczęła zwalczać bestię. W czerwonoarmistach wkraczających na tereny Prus czy Śląska dominowało pragnienie zemsty, a główny impet tej nienawiści przyjęły na siebie niemieckie kobiety. Niemieckie zbrodnie na obszarze Związku Radzieckiego oraz nienawistna propaganda w myśl  zasady niszcz, pal, węz odwet przyczyniła się do tak straszliwych aktów przemocy. Wszechobecny brak dyscypliny, choć zabrzmi to dość dziwnie w państwie totalitarnym, ale prawdziwy z uwagi na brak oficerów młodszych, nieludzkie traktowanie przez Armię Czerwona własnych żołnierzy oraz brak kontroli w spotkaniu z nową rzeczywistością (tereny okupowane, ale pełne dobra niewidzianego w ZSRR) dopełniał aktu zemsty.

Zimą i wiosną 1945 r. posuwające się w głąb III Rzeszy odziały Armii Czerwonej dopuściły się masowych gwałtów na niemieckich kobietach. Ofiarami były zarówno 12- latki jak i 70-letnie staruszki. Szokujące są słowa a jednego z zdobywców Berlina który chwalił się że w Niemczech „urodziło się ponad 2 miliony naszych dzieci”.

W pierwszych dniach marca oddziały sowieckie dotarły do środkowego Pomorza. Jak większość miast tego regionu oprócz Kołobrzegu żołnierze radzieccy zdobywali opuszczone miasta. Tak było ze Słupskiem i Lęborkiem. Miasta były poddawane bez walki w celu oszczędzenia cierpienia ludności cywilnej oraz braku środków do ich obrony. Lecz armia musiała się wykazać, więc sama prowokował walki uliczne, zamieniając zwłaszcza śródmieścia w dymiące ruiny. Tak było w przypadku Słupska, spacyfikowanego i zniszczonego w wyniku bezmyślnego pozbawionego sensu aktu agresji.  Ludność niemiecką zmuszona została do przymusowej pracy na rzecz wojska, a gwałty na Niemkach i polkach które znalazły się na tych terenach w wyniku zsyłek na roboty  trwały nadal. Wstrząsające są opisy dni wyzwolenia. Oto jeden z nich: „Niedzielnego ranka ciąg dalszy rabowania i gwałceń, a kto okazał się nieposłuszny, został zastrzelony. Przy tym ci spośród Rosjan, którzy choć trochę władali niemieckim, opowiadali, że ich żony i siostry były przez niemieckich żołnierzy o wiele gorzej traktowane, bywały nawet oblane benzyną i spalone, zamykane w domach i spalone, zastrzelone.”

Określenie skali przemocy seksualnej czerwonoarmistów względem polskich kobiet jest przedsięwzięciem karkołomnym. Brakuje pełnych relacji ofiar bądź bezpośrednich świadków tych wydarzeń. Raporty milicyjne, prywatne listy przechwycone przez cenzurę, czy poufna korespondencja urzędowa między różnymi organami nowej władzy znajdujące się w IPN stanowią jedyną  dokumentacje tych zbrodni.  Jedno jest pewne po wsiach i miasteczkach krążyły hordy pijanego żołdactwa i urządzały regularne obławy na kobiety. Dochodziło nawet do pacyfikacji całych wsi.  Nigdy chyba nie dowiemy się, ile polskich kobiet padło ofiarą radzieckich żołnierzy. Tuż po wojnie, w latach 1945–1947, zaobserwowano gwałtowny wzrost zachorowań na choroby weneryczne, który przybrał rozmiary prawdziwej pandemii. Roczna liczba nowych zakażeń kiłą wynosiła ok. 100 tys., a na rzeżączkę 150 tys. Ile z nich było efektem gwałtu, nie wiadomo.

W czasach komunizmu był to temat tabu i władzom zwyczajnie nie zależało na przeprowadzeniu jakichkolwiek wiarygodnych badań w tej kwestii.

Rodzi się pytanie czy oprawców można i czy należy traktować jak wyzwolicieli.

Jeżeli kogoś zainteresował ten temat, tu w tym teksie pobieżnie zasygnalizowany to polecam niektóre ostatnio wydane publikacje.

  1. D. Kaliński- Czerwona zaraza.
  2. S. Jankowski –Dawaj czasy.
  3. K. Kazimierczak –Rozstrzelani za uratowanie kobity
  4. J. Ostrowska – Przemilczane. Seksualna praca przymusowa w trakcie II wojny

światowej.

 

Wiesław Gajowniczek, Koło Naukowe Historyków Akademii Pomorskiej w Słupsku

Udostępnij.