Sięgnijmy jednak do historii muzyki  rozbrzmiewającej w Słupsku i okolicach . Niektórzy słupszczanie pamiętają jeszcze piękny, basowy głos Wirgiliusza Grynia, grającego w przedstawieniu Romana Brandsteatera „Przemysław II” tytułową rolę. W dwa lata po wojnie (1947 r.) grupa entuzjastów,  zorganizowana w Towarzystwie Miłośników Sceny, czyniła starania o zorganizowanie stałego teatru.

Wówczas władze miasta, jedyną salę   oddały  Bałtyckiemu Teatrowi Dramatycznemu w Koszalinie, który utworzył słupską scenę. Na niej  (1958 r.) świętowano premierą dramatu Brandsteatera „O dziejach Pomorza”. Oklaskiwano na niej Marię Chwalibóg, Stefana Iżyłowskiego, Andrzeja Kopiczyńskiego, Janusza Michałowskiego, których wspierali: Kazimierz Jarocki i Stanisław Wolicki. Jubileusz dziesięciolecia scena słupska BTD w Koszalinie zamknęła udanym przedstawieniem  Macieja Prusa „Edward II” Christophera Marlowe`a na nowej scenie przy ul. Wałowej. Tu, reżyser Lech Komarnicki  ze scenografem Lilianą Jankowską wystawili  tragedię Eurypidesa „Ifigenia w Aulidzie”; Stanisław Bugajski reżyseruje „Turandot” Gozzi`ego a Maciej Prus wystawił również „Jana Macieja Karola Wścieklicę” Stanisława Ignacego Witkiewicza. Warto podkreślić, że o tę scenę bardzo dbali: jej założyciel Tadeusz Aleksandrowicz oraz późniejsi dyrektorzy Lech Komarnicki i Wojciech Ziębiński.

I tak do roku 1977, gdzie ten sam Maciej Prus, „Operetką” Gąbrowicza, wznawia działalność artystyczną samodzielnego już teatru pod nowym szyldem Państwowy Teatr Muzyczny.  Kierownictwo artystyczne przypada Jerzemu Satanowskiemu i Maciejowi Prusowi , kierownictwo muzyczne obejmuje młody, 25 letni dyrygent –   Grzegorz Nowak. Tu, w Słupsku  zdobywa pierwsze  szlify by dostąpić  światowej kariery występując z największymi artystami i orkiestrami. Ukoronowaniem jego pozycji jest dożywotnia funkcja dyrygenta Royal Philharmonic Orchestra w Londynie. Jest to ewenement w historii tej orkiestry.

Wspomniana wyżej operetka była pierwszym sukcesem słupskiego teatru. Po Gombrowiczu przyszedł czas na Mozarta. Ówczesny reżyser a obecny dyrektor Polskiej Opery Królewskiej w Warszawie prof. Ryszard Peryt wyreżyserował ” Dyrektora teatru” oraz  „Bastien i Bastienne”. Operowymi jednoaktówkami dyrygował Grzegorz Nowak. Kolejne premiery to: ‘Szelmostwa Skapena” wg Moliera z muzyką Grzegorza Nowaka, „Opera za trzy grosze” Bertolda Brechta z muzyką Kurta Weilla (opracowanie Bohdana Jarmołowicza) w reżyserii Janusza Nyczka i scenografii Andrzeja Sadowskiego. W 1978 roku następuje kryzys, w wynik którego słupski teatr obejmuje Marek Grzesiński i wystawia w 1979 „Męża i żonę Aleksandra Fredry. Kolejną propozycją jest opera Józefa Haydna „Aptekarz” w reżyserii i scenografii Janusza Wiśniewskiego. Dyrygował nienagannie Grzegorz Nowak. Źródła wspominają jednak, że pomysły reżyserskie i scenograficzne przytłumiły czytelność akcji tej, tak wdzięcznej opery. Kolejną pozycją  słupskiej sceny muzycznej była „Służąca panią”, opera Giovanniego Pergolesi`ego. Jowita Pieńkiewicz  wyreżyserowała „Cień” do libretta Wojciecha Młynarskiego wg Eugeniusza Szwarca z muzyką Macieja Małeckiego. Przyszedł również czas na Sławomira Mrożka, którego „Zabawę” i „Na pełnym morzu” reżyserował Jerzy Nowacki. Marek Grzesiński był pracowitym i ambitnym reżyserem, formuła jego teatru była trójwymiarowa, tak referował na łamach Słupskiego Informatora Kulturalnego „Pobrzeże” i  konstatował, że skupienie trzech instytucji  (scena muzyczna, scena dramatyczna i orkiestra)  w swych formach działania w jednym teatrze są często sprzeczne. Mimo zarysowanych trudności, sezon 1979-1980 zainaugurowano operą „Cosi fan tutte”  Wolfganga Amadeusza Mozarta reżyserowaną przez Ryszarda Peryta. Dyrygował Grzegorz Nowak, do której zaproszono śpiewaków z Opery Poznańskiej.

Rok 1980, to początek nowego rozdziału słupskiego teatr. Wojewoda słupski na wniosek Marka Grzesińskiego (aktualnie: Marek Weiss) rozdziela teatr wewnętrznie i w  strukturze tej samej instytucji tworzy Teatr Dramatyczny i Orkiestrę Kameralną. Kierownictwo artystyczne orkiestry obejmuje Bohdan Jarmołowicz, podobnie jak jego poprzednik jest absolwentem wydziału dyrygentury poznańskiej Państwowej Wyższej Szkoły Muzycznej w klasie prof. Witolda Krzemieńskiego. Nowy dyrektor  postanawia powiększyć skład orkiestry tak by mogła ona wykonywać repertuar symfoniczny. W ten sposób, w programach koncertowych orkiestry  zagościła muzyka barokowa i klasyczna (Corelli, Vivaldi, Bach i oczywiście klasycy wiedeńscy, Mozart, Haydn i Beethoven. To nie znaczy, że orkiestra nie wykonywała muzyki romantycznej i współczesnej.  W 1983 roku odchodzi Bohdan Jarmołowicz a na jego miejsce przychodzi Zdzisław Siadlak. Jest rok 1983, nowy dyrektor postanawia wprowadzić do repertuaru wielkie formy symfoniczne i   utwory oratoryjno- kantatowe. Zespół wykonuje pozycje od Magnificatu    J. S. Bacha po wszystkie symfonie Beethovena. Na uwagę zasługuje również prawykonanie w czasie Festiwalu Pianistyki Polskiej koncertu fortepianowego As-dur op. 2  Ignacego Feliksa Dobrzyńskiego (przyjaciela Chopina) z solistą Pawłem Skrzypkiem. Orkiestra dokonuje również nagrań płytowych z muzyką współczesną Gian Paolo Chiti oraz Koncertem fortepianowym Es-dur Beethovena z włoską pianistką Paolą Volpe. Na tourne po Włoszech, orkiestra prezentuje suity  Pee Gynt Griega i VII Symfonię Beethovena  (A-dur op.2, ochrzczoną przez R. Wagnera jako „Apoteozy tańca”. Muzycy odwiedzili również Szwajcarię i Niemcy z repertuarem operowym a kameraliści uświetnili swoim udziałem XIX Polski Festiwal Skrzypcowy im. Grażyny Bacewicz w Częstochowie. Aktualnie, Zdzisław Siadlak jest pracownikiem naukowym Akademii Pomorskiej w Słupsku.

Po siedmiu latach owocnej pracy, jego miejsce w orkiestrze zajmuje ponownie Bohdan Jarmołowicz. Uzupełnia on skład instrumentalny zespołu  do małej orkiestry symfonicznej, pracuje nad podniesieniem poziomu artystycznego. Po likwidacji sceny dramatycznej, orkiestra przyjmuje nową nazwę Orkiestra Kameralna i Teatr Impresaryjny. Taki stan trwa przez trzynaście lat. Słupszczanie, usilnie domagają się powrotu teatru do Słupska.  Władze miejskie reaktywują teatr i dokonują kolejnej zmiany w nazwie orkiestry  na Polską Filharmonię Sinfonia Baltica. Okres ten zaowocował wyjątkowymi osiągnięciami. Świadczy o nich wykonywany repertuar symfoniczny: Czajkowski, Brahms, Dworzak, Mendelssohn, Strawińskieg, a także prawykonania polskich, współczesnych kompozytorów: Krzesimira Dębskiego, Mikołaja Hertla, Norberta Mateusza Kuźnika, Bartosza Kowalskiego i wielu innych. Szczególną pozycję repertuarową stanowią utwory Krzysztofa Pendereckiego i Wojciecha Kilara wykonywane w obecności kompozytorów. Słupsk miał szczególną okazję gościć najznakomitszych polskich i zagranicznych artystów muzyków i śpiewaków. Sinfonia Baltica może poszczycić się pokaźnym dorobkiem fonograficznym (ponad 30 płyt!). Wśród nich godne polecenia i wysłuchania są symfoniczne wersje utworów zespołu           The Beatles, drobne kompozycje  Chopina i utwory Krzysztofa Komedy w wykonaniu Tria Filipa Wojciechowskiego z towarzyszeniem filharmoników słupskich, tanga Astora Piazzoli, suita z fragmentami opery Porgy and Bess George`a Gershwina, czy płyta Tango Forever z udziałem akordeonisty wszechczasów Gicharda Galliano . Jednakże najbardziej cenioną przez Bohdana Jarmołowicza i słupskich filharmoników płytą jest Saxophone Concertos, krążek nagrany dla amerykańskiej wytwórni Centaur Records  z saksofonistą Gregiem Banaszakem, za który wykonawcy otrzymali w 1998 roku nominację do Grammy Award, najbardziej prestiżowej nagrody amerykańskiego przemysłu muzycznego.

Sinfonia Baltica, wykonywała z powodzeniem wszystkie ważniejsze utwory Wojciecha Kilara oraz przepiękną w swojej polskości muzykę filmową, ocenianą jeszcze za życia kompozytora. W 2017 roku obchodziła 40- lecie działalności artystycznej. Dlatego też zaistniały uzasadnione starania o nadanie Polskiej Filharmonii Sinfonia Baltica imieniem Wojciecha Kilara. Przyznam, że ogromny to zaszczyt dla  ambitnego Słupska ale i poważne zobowiązanie dla filharmoników słupskich i Rubena Silvy, nowego jej dyrektora.

Wspaniały, lubiany i wszystkim znany artysta  Zbigniew Wodecki występował również w słupskiej filharmonii. Śpiewał „Zacznij od Bacha, nim słońce po  dachach ….”.  Tekst piosenki autorstwa Janusza Terakowskiego w swej warstwie literackiej jest klasycyzujący. Piosenkarz,  pytany o wykształcenie odpowiadał, że kształcił się klasycznie w szkole muzycznej ucząc się gry na skrzypcach. Pytany o karierę, mówił, że należy zacząć od Bacha,  bo to „bardzo dobre nazwisko”. Data napisania i skomponowania tego przeboju (1977 rok), zbiega się z datą artystycznego zaistnienia Państwowego Teatru Muzycznego w Słupsku. Stąd, zestawienie tych wydarzeń artystycznych ze sobą.  A powyższy akapit dedykuję słupskiej młodzieży, by oprócz muzyki popowej słuchała również wartościowej, szeroko rozumianej muzyki klasycznej.

Tadeusz Marian Cieślak, doktorant  historii  Akademia Pomorska w Słupsku

Studenckie Koło Naukowe Historyków AP

 

Udostępnij.