Kampania napoleońska z 1807 roku ocisnęła piętna na ówczesnej Europie. Wojska cesarza Francuzów walczyły, stacjonowały na Pomorzu. Wiele śladów tej kampanii możemy odnaleźć w historii naszego regionu.

 

Rok 1807, zima…

Od pięciu miesięcy trwa wojna. Król pruski Fryderyk Wilhelm III nawet w najczarniejszych snach nie spodziewał się, że przybierze taki obrót. Napoleon po zwycięskiej wojnie nad Rosją i Austrią [1805] tworzy w lipcu 1806 roku Związek Reński. Fryderyk liczy, że w zamian za neutralność w trakcie konfliktu otrzyma zgodę na aneksję Hanoweru. Tymczasem z Londynu docierają do niego informacje, że rząd francuski w zamian za pokój zaproponował Anglii właśnie Hanower. Król pruski czuje się oszukany, rozgoryczony i upokorzony. Pragnie zemsty.

1 października 1806 roku Fryderyk wystosował do Napoleona ultimatum z żądaniem wycofania armii francuskiej za linię Renu, zapowiedział utworzenie konfederacji państw północnoniemieckich pod protektoratem Prus. Pomimo, że ultimatum miało siedmiodniowy termin już drugiego października armia pruska przekroczyła Łabę pod Dreznem i Magdeburgiem. Wojna stała się faktem. Fryderyk Wilhelm III wierzył w siłę pruskiej armii. Wierzył, że jest to wciąż ta sama, niezwyciężona armia „Starego Fryca” [Fryderyka II Wielkiego], która trzęsła Europą. I nie mylił się zbytnio – to była ta sama armia, z archaiczną już osiemnastowieczną taktyką, nieprzystającą do ówczesnego pola walki. Trzon wyższej kadry oficerskiej stanowili również dawni żołnierze Fryderyka Wielkiego. O tym jak bardzo płonne były nadzieje na zwycięstwo, przekonał się dotkliwie król pruski 14 października, gdy w dwóch symultanicznych bitwach pod Jeną i Auerstädt armia pruska zostaje praktycznie starta na proch. Do Berlina, pruskiej stolicy wojska francuskie wkraczają 24 października, kapitulują kolejne dywizje, wielkie twierdze poddają się bez jednego wystrzału (Prenzlau, Szczecin), na sam widok Francuzów. Wojna przeniosła się na tereny dawnej Rzeczypospolitej. W Poznaniu gen. Dąbrowski 16 listopada wydał dekret obwieszczający pobór do armii polskiej. Przed ostateczną klęską i całkowitym rozpadem państwa króla pruskiego ratuje włączenie się do konfliktu Rosji (bitwy pod Gołyminem i Pułtuskiem) oraz nadciągająca zima.

Nad Bałtykiem głównymi punktami oporu miały być Gdańsk oraz Kołobrzeg, gdzie znajdowały się jeszcze oddziały nie biorące udziału w wojnie oraz ściągały pobite już jednostki w bitwach. Już w styczniu 1807 r. powstały Freikorps’y (korpusy ochotnicze) von Schilla oraz von Krockowa. Pierwszy z nich powstał przy twierdzy Kołobrzeg, drugi zaś w Gdańsku. Oddziały te miały prowadzić walkę podjazdową oraz przeznaczone były do samodzielnych zadań dywersyjnych. Słupsk został wyznaczony na główny ośrodek i bazę dla freikorpsu von Krockowa. Nie był to wybór przypadkowy, Słupsk był łącznikiem pomiędzy gdańską i kołobrzeską twierdzą, zapewniającym łączność i zaopatrzenie. 10 lutego 1807 r. sam Reinhold von Krockow wprowadził do Słupska swoją kompanię korpusu ochotniczego. Następnie powrócił do Gdańska by ukończyć organizację korpusu, dowództwo pozostawiając kapitanatowi von Gutzmerow. Dowódca działającego na Pomorzu zgrupowania polskiego pospolitego ruszenia gen. Michał Sokolnicki postanowił zdusić w zarodku niebezpieczeństwo i wraz z „1700 szablami i bagnetami” ruszył na Słupsk. Wojska polskie stanęły pod murami miasta po południu 18 lutego. Kapitan Gutzmerow odrzucił propozycję kapitulacji, czując się bezpiecznie za murami, tym bardziej, że wojska polskie nie posiadały artylerii. Natarcie polskie nastąpiło dopiero wieczorem. Część oddziałów weszła do miasta przez opanowaną (przy pomocy przychylnych mieszkańców) Bramę Nową. Opanowano również bramę Holsztyńską i Kowalską. Jednak próby zdobycia Zamku, Ratusza oraz Bramy Młyńskiej nie dawały rezultatu. Kolejne ataki w gęstym zapadającym zmroku nie przynosiły oczekiwanego zwycięstwa. Z powodu braku amunicji oddziały wycofały się spod Bramy Młyńskiej, a zajmujący zachodnią i północną część miasta pułkownik Garczyński otrzymał rozkaz do odwrotu.

Prusacy ponownie opanowali miasto wraz ze wszystkimi bramami. Kapitan Gutzmerow nazajutrz około godziny jedenastej, wobec braku inicjatywy ze strony polskiej opuścił wraz z oddziałem przez Bramę Holsztyńską Słupsk. Miasto zostało zdobyte. Przecięto komunikację pomiędzy Kołobrzegiem, a Gdańskiem. Szturm został jednak przeprowadzony wyjątkowo nieudolnie, a na napiętnowanie już zasługuje wypuszczenie z miasta w biały dzień wojsk pruskich. Na miasto nałożono kontrybucję. 25 lutego gen. Sokolnicki opuścił Słupsk, wcześniej przyjmując od landrata i magistratu przysięgę wierności Napoleonowi. W marcu uczestniczył już w oblężeniu Gdańska, a kapitan Sokolnicki (krewny i adiutant generała) wziął do niewoli samego Reinholda von Krockow. W okolicach Słupska nadal operowała kawaleria korpusu ochotniczego von Schilla. 18 marca 1807 r. o świcie silna grupa pruska grupa pod dowództwem porucznika Brünnowa zaskoczyła kwaterujący w Zagórzycy (gmina Damnica) oddział saskiej i polskiej kawalerii (najprawdopodobniej był to patrol pospolitego ruszenia). Bitwa toczyła się we wsi oraz w okolicznych zagajnikach i ogrodach. Zakończyła się niestety zwycięstwem strony pruskiej. W nocy z 26 na27 marca 1807 r. porucznik Brünnow wydał rozkaz powrotu do Kołobrzegu korpusu ochotniczego von Schill. Równocześnie z rozkazu marszałka Lefebvre’a wyrusza ekspedycja gen. Henryka Wołodkowicza (składająca się z Legii Północnej oraz oddziałów francuskich), której celem jest likwidacja zagrożenia ze strony Freikorps’ów. Był to ostateczny koniec znaczącej działalności tych oddziałów na Pomorzu Środkowym.

Rok 1910, wrzesień.

W Słupsku odbywają się uroczystości związane z 600-leciem lokacji miasta na prawie lubeckim. W uroczystościach uczestniczy cesarska para – cesarz Wilhelm II oraz cesarzowa Augusta Wiktoria. Jednym z punktów uroczystości jest odsłonięcie pomnika poświęconemu potyczce z 1807 roku w pobliżu wsi Zagórzyca (przy szosie Mianowice – Damnica). Na polach wokół pomnika zorganizowano kilkutysięczną manifestacją patriotyczną w której uczestniczy cesarzowa. Fundatorem pomnika był działający w Zagórzycy Oddział Stowarzyszenia Weteranów Wojennych. Pomnik przyjął formę potężnego głazu narzutowego, stojącego na niskim prostokątnym postumencie, z kamiennymi kulami na rogach. Głaz zwieńczony był orłem o rozpostartych skrzydłach (brązową figurę ufundował starosta słupski dr von Bruning). Na głazie znajdowała się inskrypcja (w języku niemieckim):

Na przypomnienie potyczki pod Mianowicami w dniu 18 marca 1807 roku,
w której jeźdźcy Schilla zwyciężyli Polaków w służbie Napoleona.
Uroczystego odsłonięcia dokonała Jej Majestat Cesarzowa Niemiecka Augusta Viktoria.
Ufundowało Stowarzyszenie Weteranów Wojennych w Zagórzycy. 1910.

Dziesięciotonowy kamień pochodził z okolicznych lasów, jednak ze względu na problemy transportowe został przepołowiony na dwie części (za pomocą ładunków wybuchowych) i ponownie złożony na miejscu. Kolejną ciekawostką jest to, że Stowarzyszenie Weteranów nie chciało „pamiętać”, iż wraz z Polakami ramię w ramię walczyli również niemieckojęzyczni Sasi

Rok 2001.

Przy drodze stoi głaz. Z zatartymi napisami, pozbawiony orła z brązu, porośnięty bujną roślinnością. Większość okolicznych mieszkańców nie zna historii tego miejsca, nie potrafi wytłumaczyć dlaczego ten kamień tu się znajduje, jakiemu wydarzeniu był poświęcony. Postanawia to zmienić Andrzej Kordylas. Nauczyciel z pobliskiej szkoły w Damnicy, ale przede wszystkim społecznik, regionalista i miłośnik historii. To dzięki niemu teren wokół pomnika zostaje uporządkowany. Przy pomniku pojawia się tablica informacyjna wraz z tłumaczeniem zatartej inskrypcji. Co roku w rocznicę potyczki przy obelisku odbywają się żywe lekcje historii w których uczestniczą uczniowie damnickich szkół (jak dotąd ponad 1000 uczniów), również przy udziale rekonstruktorów w historycznych grup napoleońskich.

W powiecie słupskim znajduję się wiele cennych pamiątek i śladów z okresu napoleońskiego. Żałować należy, że nie mają one swoich opiekunów-społeczników, takich jak Andrzej Kordylas z Damnicy, którzy starają się je przywrócić pamięci. Życzyć należy sobie, że dzięki inicjatywom obywatelskim w powiecie powstanie szlak pamiątek z tego okresu.\

Marcin Osiński, Koło Naukowe Historyków Akademii Pomorskiej

Udostępnij.