Spacerując ulicami wielu miast ma się wrażenie, że niektóre budynki nie powinny stać w tych miejscach, w których się znajdują. Niejednokrotnie można zauważyć brak jakiegokolwiek przemyślenia odnośnie budowy budynków. Niektóre wręcz zawadzają i stają się przeszkodą dla rozwoju komunikacji w miastach. Władze część z tych budynków decydują się rozebrać, by potem je odbudować w innym miejscu. Chociaż najczęściej wybierają opcję szybkiego zburzenia budynku, oczywiście o ile jest to możliwe, jeśli nie jest to zabytek.

Cofnijmy się do XVII wieku, gdy w Polsce rozpoczęto budowę Pałacu Saskiego. Budowa tej rezydencji była częścią koncepcji tzw. Osi Saskiej. Król August II Mocny, który bardzo chciał, aby Oś Saska była perfekcyjnie urządzona i nic nie przeszkodziło mu w realizacji jego życiowej wizji architektonicznej Warszawy, wpadł na pomysł, by pałac Radziwiłłów, który wadził przy realizacji stworzenia osi, rozebrać. Bryła budynku była obrócona pod kątem względem reszty, co bardzo nie pasowało władcy. Postanowił rozebrać budynek, ale na szczęście nie starczyło mu finansów na to przedsięwzięcie.

Pałac przechodził z rąk do rąk, aż w końcu trafił do rodziny Lubomirskich. W czasie II wojny światowej uległ znacznemu zniszczeniu. Po wojnie w 1948 roku podjęto decyzję o odbudowie rezydencji. Jednocześnie w okolicy pałacu rozpoczęto budowę osiedla „Za Żelazną Bramą”. Marszałek Marian Spychalski, ówczesny minister obrony narodowej, zaproponował, by Pałac Lubomirskich przesunąć o 78 stopnie, by w ten sposób zamknąć Oś Saską. W ten sposób wizja Augusta II Mocnego mogła zostać wreszcie została zrealizowana.

Cała operacja była bardzo trudnym przedsięwzięciem. Pałac zbudowany został z czerwonej cegły, wysoki na trzy kondygnacje, w pełni podpiwniczony oraz ze stropów typu Kleina( tj. strop przecina budynek kilkoma stalowymi belkami, połączonymi ze sobą prętami zbrojeniowymi, tworząc swojego rodzaju siatkę, która jest wypełniania cegłami). Istotnym problemem logistycznym było ukształtowanie i jakość terenu, na który miał zostać przesunięty pałac. Ziemia wkoło budynku składała się z piasku, żwiru, gruzów czy po prostu śmieci.

Do przesunięcia pałacu użyto szyn, po których miał zostać przesunięty pałac. Jednocześnie wzmocniono konstrukcję metalowymi ramami, zapobiegając w ten sposób ewentualnym pęknięciom budynku. Do przeniesienia budynku potrzeba było wykorzystać aż dziesięć podnośników hydraulicznych. Aby można było przenieść tak pokaźny tonaż wybudowano aż 16 torowisk w kształcie łuku. Nie można było przesunąć budynku bez odcięcia jego ścian od fundamentów. W tym celu wbijano kliny, które oddzieliły budynek
od piwnic.

Przesunięcie Pałacu Lubomirskich o 78 stopni trwało od 30 marca do 18 maja 1970 roku. W trakcie tego przedsięwzięcia nie doszło do żadnych komplikacji, nie stwierdzono również żadnego uszkodzenia budynku.

W Warszawie doszło do jeszcze kilku innych przesunięć budynków. W 1961 roku doszło do przemieszczenia północnego budynku przy ulicy Grochowskiej. Władze chciały poszerzyć drogę, w wyniku czego zostały zmuszone do przesunięcia budynku o 10,5 metra. Ta operacja była pierwszym przesunięciem zabytku w Warszawie. Na tzw. Rogatce Grochowskiej dokonano jeszcze jednego przesunięcia. 18 czerwca 2001 roku przesunięto budynek znajdujący się na południowej części rogatki o 8,7 metra. Dziś na chodniku zaznaczone jest miejsce, w którym pierwotnie stał budynek.

Rozbudowa Warszawy, reorganizacja ciągów komunikacyjnych i budowa nowych dróg przysporzyła władzom stolicy kolejny problem. Wraz z poszerzeniem dzisiejszej Alei Solidarności ( w okresie PRL Aleja Świerczewskiego), w celu usprawnienia całej przebudowy trasy W-Z, drogowcom stanął na drodze Kościół Narodzenia Najświętszej Maryi Panny.

Władze nie mogły zburzyć obiektu z dwóch powodów. Po pierwsze był to obiekt sakralny, który był zabytkiem, a po drugie zrównanie kościoła z ziemią generowało zbyt wysokie koszta. Zdecydowano się na przesunięcie budowli aż o 21 metrów. Akcję rozpoczęto 54 minuty po północy pierwszego grudnia 1962 roku. Budynek przesuwano ze średnią prędkością 9 metrów na godzinę. Po upływie około 227 minut kościół stanął na swoim nowym miejscu.

Przenoszenie budynków miało miejsce nie tylko w polskiej stolicy. Podobne operacje miały miejsce w innych regionach Polski. Na przykład na Pomorzu wraz z budową Szczecińskiego Szybkiego Tramwaju, władze Szczecina zmuszone zostały do zmiany lokalizacji willi Grüneberga. Cały budynek został odpowiednio zabezpieczony, wzmocniony został strop, by w czasie przesunięcia willa nie ucierpiała. Po ponad stu latach od powstania rezydencji, w 2014 roku, willa zmieniła swoje położenie. Została przesunięta o 44,8 metra.

Podobne operacje wykonywane są na całym świecie. Doskonałym przykładem jest
80- metrowa fabryka w Zurychu. Obiekt został zbudowany w 1889 roku i waży około 6200 ton. Budynek podkopano i ułożono na sześciu torach kolejowych, by potem przesunąć
go o całe 60 metrów.

Ciekawym przedsięwzięciem było przeniesienie latarni morskiej Belle Tout na południu Wielkiej Brytanii. Obiekt zbudowany został na kredowym klifie. Jak wiadomo, takie podłoże nie jest na tyle wytrzymałe, by utrzymać latarnię o masie 850 ton. Zdecydowano się na przesunięcie budynku o 17 metrów w głąb lądu. Użyto do tego aż 30 komputerów, które z prędkością 30 centymetrów na godzinę przesuwały latarnię z dala od brzegu klifu.

Co ciekawe władze Słupska nigdy nie pokusiły się o przesunięcie żadnego z obiektów znajdujących się na terenie miasta. Jednakże w mieście nad Słupią są dwa warte uwagi zabytki, które zmieniły swój adres. Pierwszym z nich jest Kaplica Świętego Jerzego, która obecnie znajduje się na placu Błogosławionego Bronisława Kostkowskiego. Nieco ponad 100 lat temu została przeniesiona z terenu w pobliżu dzisiejszej ulicy Juliana Tuwima. Nie było to przesunięcie, a rozbiórka obiektu i ponowne odbudowanie w nowym miejscu. Cała operacja trwała ponad rok, zakończyła się w 1913 roku.

Podobny los spotkał Spichlerz Richtera. Pierwotnie budynek znajdował się przy dzisiejszej ulicy Mikołaja Kopernika. Zdecydowano się przenieść obiekt w sąsiedztwo Młyna Zamkowego i Bramy Zamkowej. Pracę rozbiórkową utrudniał fakt, że cały budynek został zbudowany z tzw. pruskiego muru. Z pieczołowitością i niebywałą precyzją Spichlerz Richtera został odbudowany. Całe przedsięwzięcie trwało aż cztery lata i skończyło się w 1998 roku. Budynek doskonale wkomponował się w aurę Rynku Rybackiego.

Bartosz Kaczmarek, Studenckie Koło Naukowe Historyków Akademii Pomorskiej w Słupsku

Udostępnij.