Rozmowa z Piotrem Modzelewskim, psychologiem, pracownikiem dydaktycznym Akademii Pomorskiej, autorem badań dotyczących depresji wśród młodzieży i książek psychologicznych.

Piotr Kawałek: Dlaczego dzieci samookaleczają się lub bawią w niebezpieczne gry jak Niebieski Wieloryb?

Istnieją niezliczone przyczyny samookaleczania, a grupa samookaleczających się dzieci nie jest wcale mała. W przypadku dzieci i młodzieży to kilkunastoprocentowa grupa osób. Tak dużo, bowiem musimy pamiętać, że ta statystyka dotyczy grupy dzieci młodszych i nastolatków. Zacznę najpierw od ostatnio modnych wyzwań. Pamiętajmy, że takie „zabawy” jak niebieski wieloryb prawdopodobnie nie są pierwotną przyczyną, a raczej wtórną do tego co dzieje się w domu lub szkole. Zwykle jest inna przyczyna, a pomysł na samookaleczanie (w formie tradycyjnej czy wyzwania jak niebieski wieloryb) jest późniejszy. Dzieci szczęśliwe, mające poczucie własnej wartości i bez objawów zaburzenia depresyjnego, mające dobre relacje w domu i szkole nie poszukują takich zabaw, jak i nie poszukują informacji jak popełnić samobójstwo, a stron takich w internecie jest sporo. Zwykle więc najpierw są problemy duszy wywodzące się ze środowiska rodzinnego lub szkolnego, a dopiero potem szuka się „środków” do samookaleczania lub samobójstwa.

PK: Czy to chęć zaimponowania, czy raczej inne przyczyny prowadzą do samookaleczeń?

Nie powinniśmy tego traktować jako chęci bycia lokalnym, szkolnym celebrytą, ale jako sposób na pozyskiwanie uwagi, troski, zainteresowania gdzieś indziej. Dzieci te zainteresowanie i troskę powinny dostać w domu i szkole, a różnie z tym bywa. Samookaleczanie i różnorodne wyzwania prowadzące do samookalecznia łączą się bardziej z trudnościami emocjonalnymi, które nie pojawiły się znikąd. Zwracajmy uwagę na rodzinę, szkołę, grupę rówieśniczą, ważniejszą często od rodziny w wieku dojrzewania.

PK: A jakie są główne przyczyny takiej autoagresji?

Przede wszystkim zadawany sobie fizyczny ból może usuwać czy też przykrywać ten emocjonalny i jednocześnie wywoływać pozytywne uczucia spokoju i ulgi. Ponieważ w ten sposób możemy poradzić sobie z negatywnym uczuciami i działa to dość szybko, dlatego takie zachowania są powtarzane. Bywają też uzależniające. Osoby, które przykładowo się tną często opisują takie doznania jako ucieczkę lub uwolnienie od presji. Mózg w wyniku powtarzania takich zachowań zaczyna łączyć tą ulgę od emocjonalnego bólu z samookaleczaniem się.

Osoby, które samookaleczają się są również swoimi najsurowszymi krytykami. Badania z 2015 pokazały, że ludzie, którzy negatywnie mówią o swojej skórze, ciele czy sobie znacznie częściej się samookaleczają. Jednak pamiętajmy, że nie wszystkie osoby z negatywnymi myślami o sobie stosują taką autoagresję. Część doświadcza innych zaburzeń, niemniej brak szacunku do samego siebie może być jedną z przyczyn. Kiedy porównywano osoby samookaleczające się i nie czyniące tego, okazywało się, że Ci pierwsi więcej używają negatywnych słów dotyczących samych siebie niż osoby z grupy nietnącej się.

PK: Czy poza brakiem zainteresowania dzieckiem, istnieją inne przyczyny, jak na przykład ciężkie przeżycia?

Tak, zdarza się, że trauma, jakiś wypadek, kryzys, molestowanie i inne podobne sytuacje mogą prowadzić do samookaleczania. Także część dzieci okalecza się, bowiem dorastają w domach, gdzie nie ma przyzwolenia na smutek, ból czy rozczarowanie. Dzieci dorastające w takich warunkach myślą, że doświadczanie złego samopoczucia nie jest czymś całkowicie normalnym. Cięcie się i inne formy autoagresji mogą być wtedy sposobem doświadczania takich emocji. Jeśli nie możemy odczuć bólu w formie emocjonalnej, to chociaż możemy poczuć go fizycznie. Autoagresja staje się to jakby „akceptowalnym” sposobem czucia emocjonalnego bólu.

PK: Czyli samookaleczanie należy traktować jako nieskuteczny sposobów radzenia sobie ze stresem i negatywnymi emocjami?

Tak, bardzo destrukcyjny sposób. Samookaleczanie można uznać za pewien mechanizm obronny, nieadaptacyjną strategię radzenia sobie z emocjami. Niektórzy zapijają stres i problemy, inni zajadają stres, a część ludzi się samookalecza.

PK: Jak uchronić dzieci przed negatywnymi zakamarkami internetu, które nakłaniają do samookaleczeń lub samobójstwa?

Przede wszystkim należy rozmawiać o zagrożeniach w internecie. Dodatkowo warto stosować oprogramowanie, które ograniczy odbiór nieodpowiednich treści na komputerze, tablecie i smartfonie. Należy także pouczyć dzieci i młodzież, aby gdy natrafią na nieodpowiednie treści informowały od razu osobę dorosłą. Dbajmy jednak o dobre relacje, bowiem dzieci i młodzież bardziej nam zaufają i poinformują nas o takich internetowych stronach, jeśli zadbamy o relacje. To oczywiste sprawy, ale nic nie działa lepiej w profilaktyce wszelkich zagrożeń i problemów, jak otwarta komunikacja, demokratyczne relacje, nieco autonomii dla naszych dzieci oraz wspólne rozmowy, zabawy, wspólne spędzanie czasu.

PK: Czyli z jednej strony oprogramowanie ograniczające dostęp do nieodpowiednich treści, a z drugiej strony dbajmy o relacje?

Tak, ważne są relacje w rodzinie jako całości, relacje z dziećmi, interesowanie się czy nie mają problemów w szkole lub grupie rówieśniczej. Ale to też za mało. Powinniśmy uczyć dzieci konstruktywnych sposobów radzenia sobie ze stresem i negatywnymi uczuciami. Także nauczyć rozwiązywania problemów, co niestety i dorosłym sprawia trudność. W przypadku treningu rozwiązywania problemów należy zapisać problem i możliwe potencjalne rozwiązania. Ponadto warto podzielić problem na możliwe do rozwiązania kroczki – podcele, Dzięki rozłożeniu problemu na mniejsze podproblemy, jak i wymyśleniu potencjalnych rozwiązań odczuwamy wyższy poziom poczucia kontroli i samoskuteczności. Jeśli nie udaje nam się przez jakiś czas, na przykład miesiąc czy dwa, podsumujmy dotychczas próbowane rozwiązania i ewentualnie zmieńmy metodę. Cały proces rozwiązywania problemów i trudności można rozpisać na kartce papieru. W gruncie rzeczy większość problemów można pokonać, jeśli odpowiednio do nich podejdziemy. Jeśli natomiast czegoś nie można zmienić możemy zmienić myślenie o problemie lub skonsultować się z ekspertem w danej dziedzinie (pedagogiem, psychologiem, doradcą zawodowym itp.).

PK: Czy w ogóle można zwalczyć stres, który może sprzyjać samookaleczeniom u niektórych osób?

-Nauczajmy dzieci relaksacji. Technik relaksacji jest całe mnóstwo, wiele istnieje książek na rynku. Niektóre doczekały się także weryfikacji i wykazały swoją skuteczność w wielu trudnościach ze zdrowiem psychicznym. Możemy nauczać dzieci chociażby treningu autogennego, relaksacji Jacobsona czy wizualizacji. Na Wschodzie dzieci i rodzice praktykują jogę czy medytację. Bądźmy dobrymi przykładami dla swoich dzieci. Co więcej oprócz treningu relaksacji i treningu rozwiązywania problemów nauczajmy nasze dzieci, że uczucia przychodzą i odchodzą. Nawet jeśli mamy kiepski nastój on mija. Nie trzeba się ciąć. Jeśli wytrwamy, zwykle intensywność emocji się zmniejsza, a więc osoby, które nawykowo się samookaleczają, mogą powstrzymać nawyk, jeśli przetrwają „pierwszą falę” negatywnych emocji.

PK: Czy możemy zrobić coś jeszcze w kontekście powiązań stresu i samookaleczania?

Zdecydowanie możemy. Jest taka rada pedagogiczna, która choć jest ciekawą ideą, nie została nigdy w pełni wprowadzona – prawo dziecka do błędu. Miejmy zdrowe podejście do błędów dziecka. Niestety często wygórowana ambicja nakłada na dzieci taką presję, z która sobie nie radzą. Lęk i stres pogarsza wydajność wszystkiego – wystąpień publicznych, funkcjonowania w pracy i szkole. Czy nie stresuję dziecka/ucznia? Czy nie wpędzam w poczucie winy? Czy nie wpędzam we frustrację i nie wywieram za dużej presji? Czy moje dziecko/mój uczeń ma prawo być człowiekiem omylnym, popełniać błędy? To pytania są ważne i zarówno rodzic i nauczyciel powinien sobie na nie odpowiadać. Atmosfera w domu i klimat klasy ma znaczenie. Dzieci w warunkach zagrożenia nie tylko odczuwać więcej negatywnych emocji, ale także gorzej funkcjonować w wielu kontekstach, a nawet rzadziej mówić o problemach – rodzice i nauczyciele stosujący presję nie wzbudzają zaufania.

PK: Dużo rozmawiamy o profilaktyce samookaleczeń, ale co zrobić, gdy już dziecko się samookalecza?

Wspomniano o znalezieniu dobrych sposobów radzenia sobie ze stresem i negatywnymi emocjami. Jeszcze raz tutaj przypomnę – niektórym pomaga zwyczajnie zrozumienie, że potrafią przetrwać negatywne uczucia przez jakiś czas, nie muszą nic z tym robić i prawdopodobnie wkrótce poczują się lepiej. Duże znaczenie terapeutyczne może też mieć posiadanie poczucia, że ktoś się o nas troszczy. Niektórzy przestają się samouszkadzać w wyniku odczucia, że są kochani lub ważni. Wejście w romantyczną relację lub świadomość, że przyjaciele uważają nas za wartościowych i martwią się może stanowić czynnik chroniący.

Bardzo pomocna jest także umiejętność odwracania uwagi od pierwotnych zamierzeń. Tych sposobów odwracania uwagi jest dość sporo i należy je stosować wtedy, kiedy fala negatywnych uczuć i presja do samouszkodzenia się jest silna. Pozwalają one przeczekać ten trudny moment, który nawykowo prowadzi do samouszkodzeń i zmniejszyć intensywność emocji. Młodzież musi mieć świadomość, że może porozmawiać z członkiem rodziny lub przyjacielem, w przypadku złego nastroju. Co więcej rozmowa nawet o innym temacie może pomóc skoncentrować się na czymś innym lub dostarczać zwyczajnie przyjemności. Nauczajmy po prostu przeczekania.

PK: A co zrobić jak rozmowa z bliskim nie jest możliwa? W jaki inny sposób można odwracać uwagę od zamiaru samookaleczania?

Powiedzmy takiej osobie, aby poczekała pięć minut, pogratulowała sobie sukcesu, a potem znowu poczekała 5 minut. Poziom negatywnych uczuć opadnie. Pokazujmy także naszym dzieciom, że nawykowo uszkadzają się w pewnych miejscach np. łazience czy sypialni. Jeśli znajdują się w takim pomieszczeniu, czują silny przymus do samouszkodzeń powinny zmienić pomieszczenie. Takie sterowanie bodźcami wyzwalającymi autoagresję jest kluczowym elementem terapii behawioralnej. Pamiętajmy także, że sama obecność obiektów do samouszkodzeń np. żyletki może wyzwalać, chęć do krzywdzenia się, jeśli uprzednio były używane. To działa dokładnie tak jak niezdrowe przekąski. Trzeba usunąć to z widoku. „Co z oczu to z serca”. Jeśli nie będzie obiektów kojarzących się z krzywdzeniem, łatwiej będzie sobie poradzić.

Innymi sposobami odwracania uwagi od negatywnych emocji i presji do uszkadzania się mogą być: oglądanie filmów, słuchanie muzyki, ćwiczenia fizyczne, robienie czegoś co wzbudza w nas uśmiech, humor czy wyzwala twórczość. W przypadku twórczości jest wiele pomysłów: kreatywne pisanie, rysowanie, malowanie, tworzenie muzyki, granie na instrumencie, tańczenie to tylko wybrane ze sposobów. Aby przeczekać przypływ negatywnych emocji i presji do autoagresji można nawet posprzątać wybrane pomieszczenie, zrobić sobie kąpiel, poczytać książkę, pobawić się z domowym zwierzątkiem, przypominać sobie o ludziach, którzy mają życzliwe myśli o nas samych. Takie sposoby odwracają uwagę od negatywnych emocji i myśli, odraczają presję do skrzywdzenia się, a jednocześnie dostarczają przyjemności, stanowiąc alternatywę dla nawykowych uszkodzeń.

PK: Czy można zrobić coś jeszcze?

W konwencji terapeutycznej jakiej pracuję mamy takie powiedzenia „jeśli coś nie działa, zrób coś innego” oraz „jeśli coś działa, rób tego więcej”. Pewne nawyki musimy zmieniać, czyli pozbywać się tego co nam szkodzi. Pewne skłonności warto też wykonywać częściej, w zamian tego co zwyczajowo robimy, czyli w tym przypadku zamiast autoagresji. Wcześniej przytoczyłem parę alternatyw dla samookaleczeń. Istnieje wiele sposobów odwracania uwagi, przeczekania przypływu negatywnych emocji, niemniej wszystko to powinno być wcześniej przemyślane, w chwilach spokoju, czyli jak zareagujemy tym razem inaczej zamiast cięcia czy innego rodzaju samookaleczania. Kiedy przemyślimy na spokojnie alternatywne zachowanie, łatwiej będzie nam przypomnieć sobie w chwilach słabości, co możemy zrobić w zamian. Dzieci i młodzież, ale myślę, że także i dorośli nawyk cięcia się w określonych miejscach mogą przełamywać chociażby rysowaniem miłych rysunków w miejscach na ciele, których zazwyczaj się ranili. Ten pomysł jest stosowany przez wielu zachodnich terapeutów. Przełamujmy negatywy pozytywami. Zamiast żyletki i cięcia, narysujmy coś sobie miłego zmywalnym flamastrem.

Piotr Modzelewski psycholog, psychodietetyk. Pracuje w Akademii Pomorskiej w Słupsku. Autor nagradzanej książki „Pokonaj odwlekanie”, nagrodzona m.in. w plebiscycie „Najlepsza ksiażka psychologiczna i poradnik” w kategorii „Codzienne wyzwania”.

Udostępnij.