O ponad 1100 procent wzrosła liczba zabiegów endowaskularnych w słupskim szpitalu. Jeszcze w 2015 roku takich zabiegów było 18. Rok później ta liczba wzrosła do 214. Dzięki nim wielu pacjentom uda się uratować nogi.

Zabiegi endowaskularne są mniej inwazyjne, po nich pacjenci wypisywani są do domu często już na drugi dzień. Przeprowadza się je bowiem wewnątrz naczyń krwionośnych bez cięcia chirurgicznego – poprzez delikatne wkłucie się do którejś z tętnic, wprowadza się do zwężonych z powodu np. miażdżycy naczyń specjalne balony i stenty, które te miejsca udrażniają. Pacjent poddany takiemu zabiegowi szybciej wraca do pełnej sprawności i aktywności fizycznej, a ryzyko ewentualnych powikłań jest zminimalizowane.

– Do tej pory z klasycznej operacji, która miała usuwać płytki miażdżycowe z tętnic nie wszyscy mogli skorzystać, często jedynym ratunkiem była amputacja nogi – mówi Artur Witalis, koordynator oddziału chirurgii naczyniowej w Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym.  Jest wiele pacjentów, zwłaszcza tych w starszym wieku, z licznymi obciążeniami i chorobami internistycznymi, dla których taka operacja byłaby zbyt dużym ryzykiem. Mogłaby doprowadzić do niewydolności krążenia i śmierci. Podczas zabiegów endowaskularnych takie  ryzyko jest znacznie mniejsze.

– Przeprowadzanie takich zabiegów możliwe jest dzięki wydzieleniu w słupskim szpitalu oddzielnego oddziału chirurgii naczyniowej oraz zatrudnieniu nowych specjalistów – podkreśla Andrzej Sapiński, prezes Zarządu. – Duży ukłon robimy także w kierunku Narodowego Funduszu Zdrowia, który podpisał z nami umowę na wykonywanie tych zabiegów.

Dzięki temu grupa pacjentów, którym da się pomóc znacząco się zwiększa, a co za tym idzie zmniejsza się ryzyko amputacji. Jeszcze dwa lata temu w szpitalu wykonywanych było zaledwie 18 takich zabiegów. W 2016 już 214.  W 2017 do 20 lutego już 50.

źródło: szpital Słupsk

 

Udostępnij.