210 lat temu, 19 lutego 1807 r. generał Sokolnicki zajął Słupsk z niewielkim korpusem. O zdobyciu miasta zadecydowała nie tylko odwaga Polaków i ich przewaga liczebna, lecz także sprzyjające im szczęście.

Napoleońska kampania  1806/07 objęła również Pomorze, gdzie broniły się ostatnie pruskie twierdze – Kołobrzeg i Gdańsk. U ich boku zaczęły się tworzyć ochotnicze oddziały partyzanckie tzw. freikorpsy, mające prowadzić przeciwko okupantowi „małą wojnę”. Jeden z takich freikorpsów sformował szlachcic z podsławieńskiego Pieszcza, hrabia Reinhold von Krockow, były oficer pruskiej armii. Jego zadaniem było utrzymanie łączności pomiędzy obiema twierdzami.

Krockow jako swoją bazę wybrał Słupsk. Z miasta mógł prowadzić skuteczną walkę przeciwko wojskom napoleońskim. W Słupsku umieścił 150 ludzi ze swojego oddziału, z którymi współdziałać mieli mieszczanie.

Aktywność Prusaków ściągnęła na siebie jednak uwagę Napoleona. Oczyszczeniem Pomorza Środkowego z pruskich partyzantów miał się zająć korpus na czele z gen. Michałem Sokolnickim. W skład grupy wchodziły zarówno świeżo sformowane oddziały regularne: strzelcy konni 2 pułku i 2 kompanie 11 pułku piechoty oraz oddziały pospolitego ruszenia, czyli zwołanej na życzenie Napoleona pod broń szlachty. W ciągu kilku dni Polacy przeszli z Chojnic przez Bytów pod Słupsk, pod którym stanęli po południu 18 lutego. Od razu doszło do drobnych potyczek niedaleko Kobylnicy oraz w pobliżu dzisiejszej ul. Gdańskiej. W ich wyniku patrole pruskie wycofały się do miasta, niszcząc za sobą większość mostów, zaś obrońcy postanowili bronić murów miejskich i wyspy przed Bramą Młyńską.

Sokolnicki zażądał od  dowodzącego obroną Słupska kpt. Gutzmerowa kapitulacji, grożąc swoją przewagą liczebną, lecz ten ją odrzucił, mając ku temu powody, bowiem obrońców chroniły fortyfikacje, a Polacy nie mieli ani jednej armaty. Sokolnicki, pomimo tych braków, postanowił zaatakować wieczorem. Do ataku rzucił prawie 1100 ludzi. Rozgorzały zacięte, nocne walki o wyspę przed Bramą Młyńską, podczas których polscy piechurzy zdobyli młyn. Pospolitacy mazowieccy i inowrocławscy gwałtownymi atakami zajęli wyspę i dotarli na przedpole samej bramy, nie będąc w stanie jej jednak zdobyć. Niespodziewany sukces odnieśli za to strzelcy konni płk. Franciszka Garczyńskiego, który opanował Bramę Nową. prawdopodobnie dzięki temu, że strażników upili mieszczanie niechętni obronie i wdarł się do miasta. Musiał się później wycofać z powodu braku wsparcia. Gutzmerow odzyskał miasto, lecz widząc niechęć mieszczan do dalszego stawiania oporu opuścił je następnego dnia wraz z 80 ludźmi i przedarł się bez przeszkód w kierunku Smołdzina.

Do Słupska wkroczył Sokolnicki, który nałożył na miasto wysoką kontrybucję oraz dokonał rekwizycji żywności, furażu i materiałów wojennych. Generał uchronił jednak miasto od większych rabunków, za co wdzięczni mieszkańcy podarowali mu karetę i 9 tys. talarów.

 

Arkadiusz Piecyk, Studenckie Koło Naukowe Historyków Akademii Pomorskiej

Generał Michał Sokolnicki

Udostępnij.