Gdy po pierwszej połowie zawodnicy Pogoni schodzili do szatni nastroje na trybunach nie były najlepsze. Zimno, deszcz no i wynik. 1:0 dla Vinety po golu Adriana Skorba.

Pogoń Lębork – Vineta Wolin 3:2 (0:1)
bramki: 0:1 Skorb (’23), 1:1 Wachowiak (’46), 2:1 Pytlak (’55), 3:1 Sychowski (’65), 3:2 Bartosiewicz (’74)

Pogoń: Labuda – Wesserling (90+4 Skibicki), Musuła, Szałek, Kochanek, Sychowski, Słowiński (’73 Formela), Kłos, Pytlak (’80 Stankiewcz), Madziąg (’88 Janowicz), Wachowiak

Vineta: Rechtziegel – Skorb, Jeż, Niewiada, Tarka (’86 Gałecki), Kosacki (’60 Bartosiewicz), Adamczak, Fijałkowski (’69 Hilicki), Wittbrodt (’80 Kacperek), Adrian Nagórski, Adam Nagórski

żółte kartki: Musuła, Słowiński, Kłos, Kochanek – Jeż

sędziowie: Marek Marcinkowski, Łukasz Pawłowski i Michał Krotowski

pogon_vineta-8_10_2016-media3_pogon_niebiescy_po_prawej_michal_szalek

– Zbyt długo czekaliśmy na wygraną bo tak naprawdę te cztery kolejne porażki nie powinny nam się przydarzyć. Jednak ten pech nas nie opuszczał. Nawet w dzisiejszym spotkaniu nie można mówić o jakimś szczęściu, bo bramki które zdobyliśmy to były bramki, które ćwiczyliśmy na treningach. W tych czterech spotkaniach przegrywaliśmy nieznacznie i bardzo pechowo. Cieszę się, że kibice w Lęborku doczekali się pełnej puli. Dla zawodników to zwycięstwo było bardzo potrzebne. Z każdym meczem wpadali w coraz większy dołek psychiczny i pierwsza połowa meczu dokładnie to pokazywała. Głowy pospuszczane, bali się grać, bali podejść wyżej. W przerwie trzeba było wstrząsnąć trochę w szatni, ale to pozostanie moją tajemnicą o czym rozmawialiśmy. Myślę, że zawodnicy tej się cieszą z wygranej, powietrze trochę zeszło i w następnych spotkaniach, a zostało ich siedem musimy zrobić maksymalnie dużo punktów. Zawodników powinno to zdopingować do wygrywania, nasze miejsce jest co najmniej w środku tabeli. Dziękuję im za zwycięstwo i gratuluję postawy. Przy okazji dziękuję kibicom, którzy mimo tej pogody są z nami – mówił po meczu trener Waldemar Walkusz, który z pewnością też odetchnął po tym zwycięstwie.

Na mecz z Vinetą szkoleniowiec Pogoni dokona ł zmian w składzie. W bramce pojawił się Patryk Labuda. Na ławce usiadł Katzor, a Machola tym razem był poza meczową „18″. Do kadry powrócił Łukasz Kłos, nie było natomiast Macieja Wardzińskiego, który w Środzie Wielkopolskiej doznał kontuzji.

Początek spotkania to wyrównana gra. Nie rozpieszczała pogoda (deszcz, wiatr, zimno), mimo tego na stadion dotarło trochę ludzi. 21 minuta to faul Musuły tuż przed polem karnym. Kasz kapitan otrzymuje żółta kartkę, a Vineta rzut wolny z 20 metrów. Efekt? Gol… Strzał, obrona Labudy, piłka odbija się kilkukrotnie w polu karnym, aż trafia pod nogi Adriana Skorba i mamy 0:1.

55 minuta to rzut wolny bity przez Sychowskiego. Piłka wlatuje w pole karne tuż na głowę Patryka Pytlaka, który zmienia lot piłki i kieruje ją do bramki. Radość z prowadzenia, Pogoń walczy, atakuje, na trybunach euforia i oczekiwanie na kolejne akcje. Szansę na gola ma po akcji sam an sam Madziąg, ale strzela wprost w bramkarza.

65 minuta to najładniejsza bramka meczu. Z prawej strony rzut wolny egzekwuje Kłos. Wrzutka w pole karne, a tam wbiega Mateusz Sychowski. Mocny strzał z pierwszej piłki i 3:1.

Goście się nie poddają i po kontrze w 74 minucie Bartosiewicz strzela na 3:2.

Pogoń wygrywa z Vinetą 3:2 i przerywa serię czterech porażek. Za tydzień jedziemy na rezerwy Pogoni Szczecin.

Po meczu powiedzieli:

Waldemar Walkusz, trener Pogoni: – Dzisiejsze spotkanie pokazało, że zespołem Vinety Wolin, który w zeszłym sezonie wygrał III ligę Bałtycką i grał w barażach o II ligę na początku tego sezonu miał troszeczkę dołek, ale później spotkania wygrywał był czołowym zespołem tej ligi, to jednak potrafiliśmy zagrać z nimi równy mecz, ba byliśmy w nim lepsi.

Paweł Ozga, trener Vinety: – Po takim spotkaniu na pewno nie można być zadowolonym. Naszym celem było wywieźć stąd 3 punkty. Do przerwy byliśmy dość konsekwentni co pozwalało nam prowadzić. W szatni mówimy sobie, że nie wolno przespać początku, ale staje się klasyczna sytuacja, gdzieś tam odbijanka i w 50 sekundzie po przerwie piłka wpada do bramki. Mam trochę pretensji do zawodników, że w ostatnim kwadransie grali bardzo nerwowo. Strzelamy bramkę na 3:2 i tak naprawdę zamiast złapać trochę rytmu i wiatru w żagle to my zdenerwowani, mnóstwo strat, mnóstwo niedokładności. Nie jestem zadowolony z tego co tutaj pokazaliśmy, stać nas na lepszą grę i na to by punktować w takich meczach.

Udostępnij.