Burmistrz Ustki rozdał w weekend nagrody Ambasadora Ustki, a tymczasem chyba czas już wskazać kandydatów do tytułu Antyambasadora kurortu. Na taki laur zasługują z pewnością wszyscy, którzy przyczyniają się do komunikacyjnego wykluczenia nadmorskiego miasta. Okazuje się bowiem, że pociągi do kurortu będą kursować tylko w wakacje również w rozkładzie jazdy 2016/2017.

Zakładają to warunki postępowania ofertowego na kolejowe przewozy pasażerskie od grudnia 2016 roku, które ogłosił Pomorski Urząd Marszałkowski. Urzędnicy marszałka Mieczysława Struka, tak samo jak w obowiązującym rozkładzie jazdy, chcą, aby 10 par pociągów na trasie Słupsk-Ustka kursowało tylko przez dwa wakacyjne miesiące.

Ta decyzja zaskakuje tym bardziej, że przecież remontowany będzie most na Słupi w Bydlinie i przejazd autobusami znacznie się wydłuży. Ale nawet gdyby przeprawa była w dobrym stanie to i tak samorząd województwa powinien starać się o utrzymanie połączenia kolejowego na tej trasie, podobnie, jak robi to np. na linii Pomorskiej Kolei Metropolitalnej.

Argument finansowy? Bez żartów: gdyby urzędnicy marszałka zorganizowali przetarg (a nie faworyzowali PKP SKM Trójmiasto i Przewozy Regionalne) okazałoby się, że można taniej i lepiej. Pokazał to przewoźnik Arriva w woj. kujawsko-pomorskim.

Jednak marszałek Struk nie jest jedyną osobą, którą – z powodu kolejowego skandalu na trasie Słupsk-Ustka – warto nominować do nagrody Antyambasadora Ustki. Moim zdaniem, za brak reakcji i bierną postawę w sprawie połączeń kolejowych do kurortu, na niechlubny laur zasługują także starosta, burmistrz Ustki, prezydent Słupska oraz dwie panie wójt z gmin wiejskich.

To moje nominacje, ale jestem pewna, że podobne zdanie mają mieszkańcy, przede wszystkim zarabiający na turystach. Ustka chciałaby być kurortem całorocznym i atrakcyjnym we wszystkie pory roku. Bez stałych połączeń kolejowych to jednak będą tylko aspiracje.

Laura Spungen

Udostępnij.