Stolem jako do tej pory jedyny pogromca Rodła po raz drugi w tym sezonie urwał punkty Pogoni. Niespodziewanie gospodarze sobotniego meczu w ramach 24. kolejki już po niespełna minucie objęli prowadzenie za sprawą swojego kapitana Mateusza Wachowiaka.

Stolem Gniewino – Pogoń Lębork 1:1 (1:1)

Bramki: 1:0 Mateusz Wachowiak (‚1), 1:1 Mateusz Sychowski (’24)

Stolem: Szlaga – Kamil Kankowski, A. Dołotko, Klarecki, Zabłotny (’57 A. Świtała) – Wachowiak, Taube, K. Patok (’87 Krzysztof Pankowski), Styn, Kamil Patelczyk (’64 Zadrowski), Orlande Kpassa (’80 Jeżowski)

Pogoń: Katzor – Wesserling, Musuła, Kochanek, Skibicki – Morawski (’69 Kuss), Miszkiewicz – Madziąg, Sychowski, D. Formela – Wardziński (’78 Stankiewicz)

Sędziowie: Radosław Mordaka, oraz Zygmunt Zaborowski, Mateusz Kapłon

Już w 11 minucie mógł wyrównać Sychowski, ale refleksem popisał się Szlaga. Chwilę potem słupek uratował Pogoń przed stratą drugiego gola, kiedy Kamil Patelczyk wymanewrował dwóch środkowych obrońców Pogoni. W 24 minucie na indywidualną akcję zdecydował się Mateusz Madziąg. Minął jednego rywala i uciekał już drugiemu, kiedy został sfaulowany. Jedenastkę na wyrównującego gola zamienił Mateusz Sychowski. Do przerwy utrzymał się remis. W drugiej połowie Pogoń prowadziła grę, miała inicjatywę, ale brakowało pomysłu na zaskoczenie rywala. W końcówce Michał Katzor wyszedł z opresji nie dając się pokonać Orlandowi Kpassa. Po czterech kolejnych wygranych meczach Pogoń podzieliła się punktami.

Stolem_Pogon_16_04_2016 media4_Pogon_niebiecy

Mecz odbył się bez udziału kibiców z Lęborka. Na obiekt nie zostali wpuszczeni sympatycy z Lęborka łącznie z członkami Zarządu klubu z prezesem na czele, czy rodziny z dziećmi. Nawet członkowie redakcji serwisu internetowego Pogoni mimo wcześniejszego awizowania swojej obecności na obiekt musieli wchodzić „na patencie” przez przysłowiową „dziurę w płocie”. Wszyscy skoszarowani zostali pod hotelem Mistral, gdzie z dobrej perspektywy, ale stojąc też w deszczu naprzeciw krytej trybuny obserwowali poczynania obu drużyn.

Wszyscy spodziewali się trudnej, ale zwycięskiej przeprawy. Dodatkowym smaczkiem tego spotkania byli trenerzy obu drużyn. Waldemar Walkusz i Tomasz Dołotko największe triumfy w piłkarskiej karierze świętowali w barwach III-ligowej Pogoni. Teraz poprowadzili przeciwne drużyny.

Na rozgrzewce urazu doznał skrzydłowy Pogoni Łukasz Kłos i pozostał na ławce. Pogoń zaczęła spotkanie z trzema młodzieżowcami w wyjściowej jedenastce – Skibickim, Miszkiewiczem i Madziągiem.

Mecz rozpoczął się dla Pogoni najgorzej, jak mógł. Gospodarze mieli aut. Po wyrzucie ani Wesserlingowi ani wracającemu Madziągowi nie udało się zablokować Krystiana Patoka. Zagrał płasko w pole karne, gdzie tyłem do bramki przyjął piłkę Kamil Patelczyk. Próbował mu wybić piłkę wracający Morawski, który tego dnia rozgrywał już setne spotkanie ligowe dla Pogoni, ale w szczęśliwych dla gospodarzy okolicznościach piłka trafiła do Mateusza Wachowiaka a ten z bliska pokonał Katzora.

W 11 minucie pierwsze poważne zagrożenie stworzyła Pogoń. Po aucie Wesserling ograł Patoka i zagrał w pole karne. Stojący tyłem do bramki Wardziński nie przyjął piłki, a ta trafiła do Sychowskiego. Uderzył wolejem z kilku metrów, ale w środek bramki i Szlaga mógł się popisać refleksem na linii. Odbił piłkę i do dobitki ruszył Formela. W ostatniej chwili Kamil Kankowski sprzątnął skrzydłowemu piłkę spod nóg. Jeden z dwóch napastników Stolemu Kamil Patelczyk daleko od bramki minął najpierw Musułę, potem z piłką przy nodze poradził sobie z Kochankiem i uderzył po dalszym rogu. Piłka odbiła się od słupka a za akcją podążył Orlande Kpassa. Na nasze szczęście dla Pogoni przestrzelił.

Nie wykorzystali okazji gospodarze i doszło do wyrównania. Przed polem karnym, tyłem do bramki piłkę przyjął Madziąg. Poradził sobie z obrońcą i ruszył do niego Klarecki. Powstrzymał skrzydłowego nieprzepisowo i sędzia Radosław Mordaka wskazał na jedenastkę. Sychowski zmylił Szlagę i mecz zaczął się niejako od początku.

W pierwszych minutach po przerwie uderzenie z dystansu Madziąga minęło bramkę w znacznej odległości. Po stronie Stolemu próbował Patelczyk, ale wprost w Katzora. W 56 minucie piłkę w polu karnym przyjął Madziąg, ale z zablokowaniem jego uderzenia zdążył Klarecki. W 57 minucie dłuższy atak pozycyjny Pogoni. Szlaga stał jak wryty, kiedy Wardziński przekazał piłkę Sychowskiemu, a ten przymierzył przy słupku z 18-20 m. Pomylił się niewiele. Na chwilę wstrzymaliśmy oddech. Wyróżniającym się zawodnikiem wśród gospodarzy był napastnik rodem z Wybrzeża Kości Słoniowej. W 77 minucie po długim wybiciu na uwolnienie przed nasze pole karne Musuła miał przewagę 1-2 metrów, ale Orlande Kpassa wyprzedził kapitana Pogoni. Z bramki wyszedł Katzor i zdołał obronić uderzenie lewą nogą. Ta sytuacja mogła przesądzić o wyniku.

Trener Stolemu wprowadził w drugiej połowie czterech nowych zawodników, a trener Walkusz zamienił Morawskiego na Kussa, a Wardzińskiego na Stankiewicza. Wynik nie uległ już zmianie i podział punktów stał się faktem.

– Gniewino to był dla nas bardzo ciężki teren. Stolem gra o utrzymanie. Każdy punkt jest dla nich bardzo istotny, dla nas zresztą też – mówił po meczu trener Pogoni Waldemar Walkusz. – Bardzo dobre pierwsze 45 minut w naszym wykonaniu. Stolem zaczął dosyć szczęśliwie. W 1 minucie zdobyli już bramkę co ustawiło trochę granie. Potem w akcji sam na sam Stolem strzelił w słupek, zrobiło się groźnie. My też mieliśmy swoje sytuacje. Zawodnik z Gniewina zagrał w polu karnym ręką i to powinien być rzut karny, sędzia tego nie zauważył. Potem dobre uderzenie Sychowskiego z trudem obronione przez Szlagę, no i rzut karny wykorzystany przez Sychowskiego. W drugiej połowie to my prowadziliśmy grę, Stolem ograniczał się do kontr. Robiliśmy dużo wiatru z przodu ale brakowało wykończenia, szybszego uderzenia na bramkę, było to wszystko blokowane, trudno było o czystą sytuację. Napracowaliśmy się niesamowicie, ale trzeba pamiętać, że jest to nasz trzeci wyjazd przy jednym meczu u siebie i z tych trzech wyjazdów przywieźliśmy w sumie 7 punktów.

Udostępnij.