Widoczne 1 z 2

W marcu 1973 roku miało miejsce jedno z najbardziej tajemniczych zaginięć uzbrojonego samolotu myśliwskiego należącego do Układu Warszawskiego. Do dziś nie odnaleziono pilota, ani choćby najdrobniejszego śladu MiGa-19 z 28 Pułku Lotnictwa Myśliwskiego w Redzikowie. 

Jest wtorek, 27 marca 1973 roku. Na lotnisku wojskowym w podsłupskim Redzikowie popołudniową ciszę przerywa sygnał alarmowy. Dla żołnierzy 28. Pułku Lotnictwa Myśliwskiego OPK, pełniących dyżur bojowy w systemie obrony powietrznej kraju, oznacza to jedno – lot na przechwycenie. Po chwili rozkaz startu otrzymuje 36-letni kpt. pil. Jan Budek. Pomimo młodego wieku, jest on doświadczonym lotnikiem. Legitymuje się aż 1263 godzinami spędzonymi w powietrzu oraz uprawnieniami pilota 1. klasy. W swojej dotychczasowej karierze zasiadał m.in. za sterami samolotów szkolnych TS-8 Bies, szkolno-bojowych SBLim-2 oraz myśliwców odrzutowych Lim-2, Lim-5 i MiG-19.

Start dyżurującej maszyny – naddźwiękowego myśliwca MiG-19P – następuje o godzinie 16.10, zaledwie kilka minut po ogłoszeniu alarmu. Samolot szybko nabiera prędkości i osiąga pułap 500 metrów. Kapitan Budek nawiązuje wówczas łączność radiową ze stanowiskiem dowodzenia, znajdującym się we wsi Duninowo, kilka kilometrów na południowy zachód od Ustki. Pełniący na nim służbę nawigator naprowadzania wydaje pilotowi komendę: w prawo na kurs 30 stopni, wysokość 1500 metrów. Następnie obserwuje na ekranie radaru, jak znacznik odzwierciedlający położenie MiG-a przemieszcza się w nakazanym kierunku. Nawigator spogląda nieprzerwanie również na drugi symbol, będący przyczyną alarmowego startu. Jest to niezidentyfikowany samolot, lecący nad morzem w odległości około 35 kilometrów od polskiego wybrzeża.

Słupski MiG-19P uchwycony w obiektywie fotokarabinu szwedzkiego myśliwca Saab 32 Lansen. Pod skrzydłami samolotu widoczne są m.in. dwa dodatkowe zbiorniki paliwa o pojemności 760 litrów każdy. Ujęcie zostało wykonane w latach 60. podczas lotu nad Morzem Bałtyckim. Za sterami Saaba zasiadał wówczas ojciec Henrika Schyfferta – znanego szwedzkiego komika, aktora i muzyka. (fot. Facebook)

Słupski MiG-19P uchwycony w obiektywie fotokarabinu szwedzkiego myśliwca Saab 32 Lansen. Pod skrzydłami samolotu widoczne są m.in. dwa dodatkowe zbiorniki paliwa o pojemności 760 litrów każdy. Ujęcie zostało wykonane w latach 60. podczas lotu nad Morzem Bałtyckim. Za sterami Saaba zasiadał wówczas ojciec Henrika Schyfferta – znanego szwedzkiego komika, aktora i muzyka. (fot. Facebook)

Sytuacja staje się coraz bardziej napięta, gdyż żadna własna maszyna nie ma prawa znajdować się w tym rejonie. Może to być jedynie samolot należący do wrogiego NATO lub do lotnictwa szwedzkiego. Ze wskazań urządzeń wynika, że wykryty obiekt porusza się z małą prędkością. Obcy samolot musi być zatem specjalistyczną maszyną rozpoznawczą, której załoga zbiera informacje o rozmieszczeniu polskich stacji radiolokacyjnych lub o siłach polskiej marynarki wojennej. Nie można na to pozwolić. Przeciwnika trzeba „przegonić” z okolic wód terytorialnych. Zadanie to należy właśnie do słupskiego myśliwca.

Tymczasem nawigator naprowadzania wydaje kpt. Budkowi kolejne polecenia zmiany kursu. Informuje go również, że będzie przechwytywał cel wolno lecący nad morzem. Dla pilota to ważna informacja – wie gdzie i czego szukać. Gdy MiG znajduje się w odległości zaledwie 18 kilometrów od intruza, widoczny na ekranie naziemnej stacji radiolokacyjnej znacznik celu zaczyna powoli zanikać. O fakcie tym niezwłocznie informowany jest kpt. Budek, który schodzi na wysokość 1200 metrów. Pomimo intensywnej obserwacji przestrzeni powietrznej oraz znakomitej widzialności, pilot nie jest w stanie dostrzec ściganego samolotu. Prawdopodobnie ucieka on tuż nad morskimi falami, poniżej poziomu wykrywania przez radar i poza zasięgiem wzroku. Kiedy MiG odchodzi na odległość 125 kilometrów od brzegu, staje się jasne, że dalszy pościg jest bezcelowy. Nawigator naprowadzania wydaje komendę do wykonania zakrętu na kurs powrotny oraz kontynuowania obserwacji.

Widoczne 1 z 2
Udostępnij.