Rozmowa z Pawłem Kądzielą, dyrektorem Powiatowego Urzędu Pracy w Słupsku.

Prezentowaliśmy niedawno czytelnikom portalu gryf24.pl dane dotyczące spadku bezrobocia w Pomorskiem. Jesteśmy wśród powiatów, w których ten spadek jest największy, ale wciąż brak pracy to coś, co charakteryzuje nasze okolice.

Ubiegły rok zaczynaliśmy z rejestrowanym bezrobociem na poziomie 12,5 tys. osób. Na koniec lutego 2016 r. było to już tylko 8,6 tys. mieszkańców Słupska i powiatu. Warto dodać, że większość ofert pracy jest w mieście.

Mówimy jednak o bezrobociu rejestrowanym, ale przecież kilka, a może nawet kilkanaście tysięcy mieszkańców Słupska i powiatu jest za granicą. Dochodzi do tego szara strefa. Macie rozpoznaną skalę tego zjawiska?

Takich danych nie mamy. Współpracujemy z Państwową Inspekcją Pracy, ale nikt nie wie, ile osób w Polsce pracuje na czarno. Jeśli chodzi o emigrację to z pewnością miała wpływ na spadek bezrobocia. Nie ukrywamy tego. To tendencja ogólnopolska, która nas też dotyczy. Ale na przykład w lutym, po powrocie z pracy za granicą zarejestrowało się u nas 40 osób. Można sądzić, że pracują tam na krótkie umowy, wracają i rejestrują się. Takiej wielkiej fali powrotów jednak nie obserwujemy…

Tymczasem w Polsce czekają pieniądze unijne, które pozwalają rozpocząć działalność gospodarczą. To jedna z ostatnich szans na takie fundusze.

Tak się wydaje, że to ostatnie duże rozdanie, a tych środków jest więcej niż w poprzednim. Bezrobocie jest mniejsze, więc czujemy realnie, że możemy pomóc większej grupie ludzi. W tym roku na aktywizację mamy łącznie 18,5 mln zł. To dużo. To środki z Europejskiego Funduszu Społecznego, jest program dla osób po 50. roku życia oraz dla tych, którzy mają nie więcej niż 30 lat. Zależy nam jednak, aby firma zatrudniała pracownika także po okresie, kiedy otrzymuje od nas wsparcie.

Nie wszyscy przedsiębiorcy chcą sięgać po dotacje. Boją się biurokracji?

Problem jest inny. Pracodawca zgłaszając się do nas sądzi, że wskażemy mu przygotowanego pracownika, wręcz specjalistę zmotywowanego do pracy. Tymczasem tak nie jest. Trzeba wziąć pod uwagę fakt, że państwo dofinansowuje miejsca pracy m.in. w ramach rekompensaty właśnie za to, że firma włoży wysiłek w przystosowanie umiejętności pracownika do swoich potrzeb.

Czy są tacy bezrobotni, których nie da się nauczyć pracy?

Drugi rok profilujemy naszych klientów, bo tak nazywamy bezrobotnych. Jest taka grupa najtrudniejsza dla nas. To około 2,8 tys. osób, które są najbardziej oddalone od rynku, nie chcą pracować i nie mają żadnych motywacji. Trzeba je nauczyć funkcjonowania w życiu i szukania pracy. W tym roku będziemy kładli duży nacisk na dotarcie do takich ludzi. Praktycznie w każdej gminie uruchomimy program Aktywizacja-Integracja. Te osoby nie tyle, że będą pracować, ale uczestniczyć w zajęciach, które pozwolą im znaleźć motywację, a w przyszłości podjąć już właściwą pracę.

Udostępnij.