Pierwszy w Słupsku koncert Kękę przeszedł do historii. Był ścisk pod sceną, las uniesionych rąk i głośne skandowanie wersów. Było dobrze.

12699260_1122238667817091_1489615502_o

Niesamowita jest publiczność na hip-hopowych koncertach. Podczas piątkowego występu Kękę praktycznie nie potrzebował hypemana, a śpiewanie refrenów mógł sobie odpuścić. Fani znali wszystkie teksty i chętnie chwalili się tą znajomością, skandując niekiedy całe zwrotki razem z raperem. Frekwencja dopisała – w klubie zgromadziło się jakieś 230-240 osób.

Jeśli chodzi o sam koncert, to wszystko przebiegło zgodnie z planem. Grane były głównie „Nowe rzeczy” i „Takie rzeczy”, czyli albumy wydane w Prosto. Trochę szkoda, że starsze numery pojawiły się tylko w ilości śladowej, bo podczas nich publika reagowała niezwykle żywiołowo.

Widać było, że Kękę nie ma aż tak dużego doświadczenia scenicznego, jak Tede, który grał w Kellerze przed miesiącem. Drobne braki nadrabiał jednak pasją i energią. Zaangażowanie, z jakim wykonywał kolejne utwory było godne podziwu. Zdecydowanie sprostał zadaniu i nikt nie mógł być zawiedzony jego występem.

Majestat, czyli główny sprawca hip-hopowego zamieszania w mieście, podał już datę kolejnego eventu – 18 marca w Kellerze wystąpi poznański raper, Słoń.

Zdjęcia: Arek Szewczyk

Tekst: Niedźwiedź z miasta

Udostępnij.