Jakiś czas temu zauroczył mnie w Domówce pewien mężczyzna. Niezwykły, opowiadający niepokojące historie za pomocą dźwięków. Szczęśliwcom, którzy byli w tym momencie w klubie, chciało się tych historii słuchać cały wieczór.

max-bravura

To facet z Katowic – Maciej Wachowiak, ukrywający się pod pseudonimem Max Bravura. Do tego Maciek nie potrzebował oprawy zespołu. Za pomocą magnetycznego, niskiego głosu i brzmienia gitary przenosił nas w swój świat, pełen zadumy i braku oczywistości, a w powietrzu unosił się taki dobry feeling. To artysta wiecznie poszukujący, można było z nim w przerwie na papierosa pogadać o muzyce i pasji. Cieszę się, że znowu będę mogła go usłyszeć.

Max Bravura to proste gitarowe tło i wbijająca się w nie klinem melodia wokalna. Kompozycje są naznaczone chwilami, miejscami i ludźmi – smakami miłości i strachu, często krótkie jak te urywki wspomnień.

Projekt miał swój debiut na żywo końcem 2012. Do tej pory zagrał w różnych składach i wersjach ponad 30 koncertów m. in. w Krakowie, Katowicach, Ostravie, Berlinie, Warszawie. Od początku roku powrócił do surowej solowej formy wspierając się samplami/pętlami etc.  Za inspirację można wziąć przekrój muzyki od lat 70′ do teraz. Jednak trudno wytrzasnąć takie mocno sprecyzowane przykłady zwłaszcza, że Max Bravura brzmi specyficznie – trochę soul trochę punk Rock. Trochę Folk trochę nowa fala.

Można było o nim usłyszeć kiedy dwa utwory Slutocasters zostały wybrane do soundtracku filmu Hardkor Disko. Widać, że świetnie bawi się muzyką, płynnie poruszając się między konwencjami, żyje dźwiękami, za ich pomocą porozumiewa się ze światem. Chce żyć ze swojej pasji, uciekając od mainstream’u i programów typu talent show.

 

Max Bravura w najbliższy piątek w Warholu – godz. 22:00 – więcej: http://gryf24.pl/wydarzenia/warhol-live-max-bravura/

 

Udostępnij.