Pierwszy raz usłyszałam ich podczas koncertu w Motorze, pomiędzy „wielką gwiazdą wieczoru” i jakimś dość alternatywnym zespołem z Trójmiasta, to jednak oni utkwili mi  w pamięci. Mocne, rockowe brzmienie i czterech brodatych facetów. W całym tym umiłowaniu alternatywy, która powoli przechodzi jednak do mainstreamu, są propozycją dla ludzi, którzy po prostu lubią dobre, męskie granie. A ich wykonanie „Sweet home Alabama”, cóż, nie słyszałam lepszego.

OUT fot. Rafał Pietka

OUT fot. Rafał Pietka

Zespół tworzą Paweł Grabowski, Tomasz Sosnowski, Szymon Wyrwicz i Paweł Lange.

Skąd nazwa?

Zespół powstał tak dawno temu, że szczegóły zainicjowania nazwy ciężko będzie przytoczyć. To był po prostu strzał podczas jakiegoś spotkania. Założenia były takie, że nazwa ma być krótka, łatwa do zapamiętania, najlepiej anglojęzyczna bo takie panowały trendy. Okazało się, że nazwa się przyjęła, a do tego można jeszcze mnożyć przykłady zespołów o 3 literowych nazwach które odniosły sukces: DIO, ELO, REM, ONA, TSA, HEY, IRA.  My na ewentualny sukces musimy jeszcze trochę popracować a nazwa… powoli staje się rozpoznawalna. Często żartujemy, że nazywamy się OUT bo YES było już zajęte.

Od jak dawna gracie w obecnym składzie?

Historia powstania grupy sięga roku 1994. Ze „starego” składu pozostał trzon i brzmienie zespołu czyli gitarzyści Paweł i Tomek. To za ich inicjatywą OUT reaktywował się w roku 2013. Skład ulegał zmianom personalnym aż do lutego 2014. W czerwcu 2013 zaprosiliśmy do współpracy obecnego basistę, w międzyczasie trwały też z różnym skutkiem poszukiwania perkusisty i od ponad roku gramy w ustabilizowanym składzie. Ciągle docieramy się muzycznie i każde spotkanie uczy nas czegoś nowego. Połączenie 4 mocnych charakterów i różnych spojrzeń na muzykę czasem jest trudnym wyzwaniem ale z reguły osiągamy kompromis bo przede wszystkim jesteśmy dobrymi kolegami, którzy widzą wspólny cel w tym co robimy.

Wcześniejsze projekty

O gitarzystach już wspomnieliśmy. Natomiast najbogatsze doświadczenie ma nasz basista Paweł Lange. Nie sposób wymienić ilość projektów w których brał udział. Poza tym ma za sobą pracę w studiu, nagrywanie płyt i bardzo bogate doświadczenia sceniczne. Dzięki temu służy nam za ”encyklopedię” wiedzy muzycznej po którą często i chętnie sięgamy.  No i Sajmon, nasz perkusista, który jako jedyny z nas ma wykształcenie muzyczne. Często koryguje nasze samobójcze pomysły i uzasadnia to dziwnymi słowami, których nigdy nie słyszeliśmy. Jednak najważniejsze jest dla nas to, że jesteśmy tu i teraz i wspólnie pracujemy zarówno nad naszym materiałem, jak i repertuarem coverowym.

Priorytety życiowe spowodowały, że cześć z nas musiała odwiesić na kilka lat gitary i zająć się sprawami zawodowymi, rodzinnymi, egzystencjalnymi. Muzyka zawsze była obecna w naszym życiu z tym, że cała pasja związania z graniem musiała chwilę zaczekać, dojrzeć itd. Pozwala to nam w tej chwili bardziej docenić to, co robimy i cieszyć się, że coś konstruktywnego pomimo tej przerwy nam z tego wychodzi.

Jak to było z tym koncertem w Londynie?

Tomek z racji posiadania firmy transportowej ma sporo kontaktów w UK. Współpracuje też między innymi od kilku lat z organizatorami WOŚP w Londynie, wspiera ich głównie od strony logistycznej. Jest to naprawdę dobrze zorganizowana i prestiżowa impreza głównie dla Polonii, dająca możliwość wystąpienia na jednej scenie z gwiazdami, nie tylko polskiej estrady.  Chcieliśmy po prostu tam być i zagrać, a drzwi częściowo już były otwarte. Przesłaliśmy materiały z naszych wcześniejszych koncertów organizatorom, spodobało się i dostaliśmy zaproszenie. Dodatkowo dzień wcześniej udało się zorganizować koncert w jednej z londyńskich galerii. To było dla nas bardzo ciekawe doświadczenie, zarówno muzyczne, jak i organizacyjne, połączone z urlopem od codzienności i zwiedzaniem.

To nie jest też prawdopodobnie koniec naszych zagranicznych wypadów, chociaż granie w Polsce dostarcza nam równie dużo zabawy i przyjemności. Trwają obecnie rozmowy nad kolejnym dłuższym wyjazdem poza granice, ale nie chcemy zapeszać, dlatego pominiemy szczegóły. Jak temat zostanie dopięty w 100% z pewnością będzie można o tym przeczytać na naszym facebookowym profilu.

Słyszałam was w Motorze, coverując sięgacie po klasyki, a materiał autorski? W jakiej przestrzeni  muzycznej się poruszacie?

Wszyscy pasjonujemy się klasycznym rockiem, elementami bluesa, funku czasem heavy. Wybierając covery zawsze staramy się przemycić coś od siebie i osiągnąć spójność w tym, co robimy. Chętniej sięgamy po utwory mało zgrane, mało oczywiste, ale też nie unikamy tych, które są kluczowymi reprezentantami dla danego gatunku czy epoki.

Na nasz materiał jeszcze przyjdzie pora. Mamy kilka utworów nad którymi trwają prace ale kluczem do tworzenia jest zbudowanie odpowiedniego warsztatu, który pozwoli realizować własne pomysły. Widać olbrzymi progres w instrumentarium każdego z nas jednak zanim nasze Potwory Muzyczne zostaną publicznie zaprezentowane muszą być przygotowane perfekcyjnie i przemyślane – tak jak covery, które wykonujemy na co dzień.

Gdzie będzie można was teraz usłyszeć?

Sytuacja w zasadzie zmienia się z tygodnia na tydzień, pojawiają się nowe propozycje, ale większość z nas ma rodziny, prowadzi biznes i nie możemy pozwolić sobie na ciągłe rozjazdy. Jak na razie występujemy  średnio 1-2 razy w miesiącu i taka częstotliwość nam odpowiada. Druga połowa ubiegłego roku była dość udana pod względem koncertowym, graliśmy w Olsztynie, Łebie, Białym Borze, dwukrotnie w Poznaniu, kilka razy w Słupsku. Udało się nam dzielić scenę m.in. z Big Cycem, Czarno-Czarnymi, Krzysztofem Jaryczewskim, Kozak System. W tym roku zaczęliśmy w Londynie na jednej scenie z Kabanosem, Hunterem czy Czesławem Mozilem. Bardzo miło wspominamy też nasz marcowy występ w Pubie Ramydada w Ustce. To miejsce specjalne, które gorąco polecamy wszystkim wykonawcom.

W zasadzie dopiero zaczynamy większość rozmów z innymi organizatorami. Obecnie po raz trzeci zostaliśmy zaproszeni na Dni Białego Boru – miejsca szczególnego dla OUT (tu powstał zespół). Następnie czekają nas dwa koncerty w Koszalinie. Większość koncertów jest wyjazdowych ale nie odcinamy się zupełnie od lokalnej sceny. Nie wykluczamy, że pojawimy się po raz kolejny w Motor Rock Pubie, możliwe, że jeszcze w kilku innych miejscach w Słupsku, ale terminy jeszcze dogrywamy. Wszystkie aktualne wydarzenia, w których bierzemy udział będą z odpowiednim wyprzedzeniem publikowane na naszym fanpage’u.

Najbliższe plany muzyczne. Jakaś płyta?

Wszystko, co się u nas dzieje, wychodzi naturalnie, bez ciśnienia i presji. Wszystkie pomysły muszą dojrzeć, zostać odpowiednio zaaranżowane. W całym procesie tworzenia wspomagają nas opinie zaprzyjaźnionych i doświadczonych muzyków, często bardzo cenne i trafne. Mamy wizję tego, co chcemy osiągnąć, ale wszystko wymaga czasu, dlatego ciężko tu mówić o konkretnych terminach. Z pewnością pierwsza będzie EPKA z 4 naszymi utworami, ale kiedy się ona pojawi i gdzie, to jeszcze nie ten etap planowania.

Czy w Słupsku trudno jest się wybić? Jak oceniacie naszą scenę muzyczną? Czy jest różnorodna?

Wybić się to bardzo względne pojęcie. Muzycy zarówno z mniejszych, jak i większych miast są widoczni na dużych scenach muzycznych, więc nie wiemy czy Słupsk jest jakimś wyjątkowo trudnym czy łatwym miejscem do wybijania się. Z całą pewnością trzeba zaznaczyć, że każde miasto, które nie inwestuje w kształcenie muzyczne młodzieży, nie daje możliwości ćwiczenia z zespołem gry na instrumentach, czy nie pobudza muzycznych zainteresowań daje mniejsze szanse na tzw. wybicie się, bo liczba osób czy zespołów w takim mieście, które reprezentują dobry poziom jest zwyczajnie mniejsza. W Słupsku jest raczej przeciętnie, jest kilka miejsc, w których można grać próby, jednak często wiąże się to z różnymi ograniczeniami i utrudnieniami.

Dużo zawdzięczamy inicjatywie Roberta Czerwińskiego, który od dłuższego czasu prowadzi projekt „Schron” w podziemiach żłobka na ulicy Andersa. Stworzył tam naprawdę godne warunki do pracy dla zespołów i zorganizował nieodpłatną naukę gry na instrumentach dla dzieci i młodzieży. Miejsce to cieszy się sporą popularnością, a to też oznacza, że było zapotrzebowanie na takie właśnie miejsce.

W Słupsku odbywa się cyklicznie kilka prestiżowych imprez, należy wspomnieć o Komedzie, Niemen Non Stop, czy odbywającym się w Dolinie Charlotty Festiwalu Legend Rocka. Dodatkowo w niektórych słupskich pubach pojawiają się raz na jakiś czas mniejsze lub większe gwiazdy znane nie tylko z polskiej sceny. Taki rozstrzał stylistyczny pozwala na stwierdzenie, że na słupskich scenach panuje różnorodność.

Jeśli masz na myśli tylko lokalne zespoły to ocena należy do słuchaczy, my skupiamy się na graniu.

Co was wyróżnia?

Wyróżniają nas… znaki szczególne. A tak na poważnie to chyba zaraźliwe poczucie humoru. Wszędzie, gdzie się pojawiamy ludzie śmieją się z nami, a nie z nas, a to już spory sukces. Czujemy się dobrze w swoim towarzystwie, dlatego zawsze dobrze się bawimy i taka atmosfera udziela się innym, obojętnie czy jest to lotnisko, restauracja czy koncert.

Przyjrzałam wam się podczas próby, czterech brodatych facetów (rozumiem, że to taki obowiązek wizerunkowy), którzy świetnie bawią się muzyką. Jacy jesteście kiedy schodzicie ze sceny?

Za każdym razem, jak schodzimy ze sceny, obojętnie czy to Londyn, Poznań, Słupsk czy inne miasto, zawsze w dalszym ciągu… mamy brody :)

Co was inspiruje?

Każdy z nas ma swoje inspiracje, wszyscy słuchamy całych stert nagrań, które sięgają daleko wstecz do lat 60, 70 i 80. Jeżeli chodzi o gatunki muzyczne to rozrzut mamy jak radziecka katiusza ale jest też jakiś blues-rockowy, ciężki wspólny mianownik, który uwielbiamy i w tej stylistyce będziemy dzielnie trwać na posterunku.

 Co wam to granie daje?

Ucieczkę przed codziennością, mnóstwo uśmiechu i masę darmowego piwa!

Dziękujemy

Kotka na Szpilkach

 

Udostępnij.