Wywodzący się z Neapolu placek stał się, obok Fiata i festiwalu piosenki w San Remo, najpopularniejszym włoskim produktem eksportowym. Co ciekawe, polska historia pizzy miała swój początek w Słupsku, w barze „Poranek”. Lokal bez żadnych zmian istnieje do dziś. 

DZIARSKA CZTERDZIESTOLATKA

Pierwsza pizzeria w Polsce została otwarta 8 marca 1975 roku w Słupsku przy ul. Wojska Polskiego 46 przy barze mlecznym Poranek. Była ona pokłosiem wizyty we Włoszech Tadeusza Szołdry, ówczesnego szefa Zakładu Kompleksowych Wdrożeń PSS „Społem” (twórcy m.in. Karczmy Słupskiej, Karczmy pod Kluką). Przepis na pizzę trzeba było poddać pewnym modyfikacjom i dostosować do ówcześnie dostępnych składników. W latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku oliwki, parmezan, krewetki czy też anchois należały do kategorii produktów luksusowych, niedostępnych dla przeciętnego obywatela i nieprzyzwoicie wręcz drogich. Socjalistyczna pizza przeznaczona miała być dla przedstawicieli wszystkich klas społecznych. Musiała być – parafrazując cytat z „Misia” – pizzą na miarę naszych możliwości. Taką też była.

Pan Józef Kulikowski podesłał nam też taką interesującą informację. W owym czasie Słupską Gastronomią kierowali dyr. inż. Tadeusz Szołdra, z-ca ds. gastronomi Maria Wolska, z-ca ds. inwestycji Jan Gęsicki. Jako za owych czasów do modernizacji zakładów gastronomicznych powołano: „Społem” CZSS Zakład Kompleksowych Wdrożeń  z siedzibą w Słupsku, na ul.9 Marca 3 oraz Zakład Wystroi Wnętrz w Słupsku przy ul. Tuwima 23, gdzie kierownikiem zakładu był właśnie pan Józef Kulikowski.

Pierwsza pizzeria została wykonana w całości wraz z projektem przez pracowników zakładu kierowanego przez pana Józefa. Zakład  zatrudniał łącznie około 70 pracowników. Dalsze pizzerie na wzór słupskiej wykonano w miejscowościach regionu: Ustka, Lębork, Koszalin, Bytów. A następnie projekt słupskiej pizzy „poszedł” w Polskę. Powstały pizzerie w Warszawie, Płocku, Ostródzie, Olsztynie, Katowicach, Bielsku- Białej, Łomży, Gdyni, Wrocławiu i Szczecinie.

Drożdżowy, dwustugramowy placek z farszem stał się wizytówką innowacyjności słupskiej gastronomii, a jego receptura trwa w niezmienionej formie po dziś dzień. Nie oznacza to jednak, że na przestrzeni blisko czterech dekad pracownicy Baru Mlecznego „Poranek” nie próbowali poszerzać menu. Choćby o pizzę z farszem makrelowym, która  niestety nie przetrwała próby czasu. Obecnie wybór sprowadza się wyłącznie do pizzy z kiełbasą lub z pieczarkami, a mimo to pizzeria wciąż cieszy się dużym powodzeniem zarówno wśród mieszkańców miasta, jak i turystów.

Wystarczy przyjrzeć się kolejkom, które formują się na Wojska Polskiego w okresie wakacyjnym, by zrozumieć ten fenomen. Która słupska pizzeria pochwalić się może sprzedażą przekraczającą 800 sztuk dziennie?

Jak powstaje pizza w Poranku :)

JAK GRZYBY PO DESZCZU

Każdy innowacyjny pomysł prędzej czy później znajdzie niemałe grono naśladowców. W latach osiemdziesiątych sporą konkurencję „Porankowi” robiła nieistniejąca już „Małgośka” przy ulicy Piekiełko. Przyznam uczciwie, że to właśnie ten lokal obrałem sobie za cel szkolnych wagarów, w dużej mierze przez stojący na piętrze automat ze „Space Invaders”. Po okresie transformacji ustrojowej sporą popularnością cieszyły się również pizzerie „Marco Polo” przy ulicach Bema i Wojska Polskiego, stając się miejscem popularnym zwłaszcza wśród młodzieży.

Lata mijały, a wraz z ich upływem do Polski zawitała pizza w swojej oryginalnej, włoskiej formie. Okazało się, że placek wcale nie musi być gruby, a gama dostępnych składników znacznie wykraczała poza znane dotychczas menu „Poranka”. Ananas, kurczak, kukurydza, owoce morza, bekon, jajko… a wszystko to na płaskim cieście o średnicy nierzadko przekraczającej nawet 30 cm (obecnie natrafić można w Słupsku na pizzę o takim promieniu). Kulinarne gusta mieszkańców miasta zostały rozpieszczone nowymi smakami, co z pewnością przyczyniło się do zamknięcia wspomnianych przed momentem lokali. Na placu boju ostał się wyłącznie „Poranek”, który dzielnie stoi na straży tradycji i konkuruje co rusz z nowymi restauracjami.

SIECI W ODWROCIE

Obecnie w Słupsku funkcjonuje około 30 pizzerii. Wojna o klienta trwa w najlepsze, a poszczególne restauracje kuszą coraz większymi średnicami ciasta, bogatszym menu i atrakcyjniejszą ceną. Niestety, w parze z ekonomią nie zawsze idzie jakość i niejednokrotnie przyszło mi się przekonać, że chytry dwa razy traci.

Na kulinarnej mapie Słupska znaleźć można pizzerie, które od wielu lat radzą sobie doskonale i cieszą się sporą popularnością. Jedną ze starszych jest „Pinocchio”, która swoją działalność rozpoczęła przy ulicy Starzyńskiego, na terenie dzisiejszej „Podkowy”. Wieloletnią obecnością na rynku pochwalić się mogą również inni – pizzerie „Pod Kasztanem”, „Chata Macochy” i „Etna” stanowią tu doskonały przykład.

Dopatrując się w Słupsku El Dorado włoskiej gastronomii, trzeba pamiętać również o tych, którzy nie przetrwali. Miło wspominam pizzerię „Pepe”, zaś kibice sportowi z pewnością uronili łzę po „Switch’u”. Legendarny „Black Jack” został gruntownie zrewolucjonizowany przez Magdę Gessler, a „City Bar” ustąpił miejsca trochę droższej, aczkolwiek bardzo smacznej restauracji „Ferro Di Cavallo”. Co ciekawe, w tej kulinarnej wojnie polegli nie tylko maluczcy, ale i wielcy, z sieciowymi „Pizza Hut” i „Tele Pizzą” na czele. Status quo udaje się jednak utrzymać, bo w miejscu zamkniętych lokali pojawiają się nowe, dopisując do historii słupskich pizzerii kolejne rozdziały.

WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO

Słupska pizza cieszy już trzecie pokolenie mieszkańców, w dużej mierze dzięki Tadeuszowi Szołdrze i pracownicom Baru Mlecznego „Poranek”. To właśnie im najbardziej należą się życzenia z okazji Międzynarodowego Dnia Pizzy, choć nie zapominamy również o innych restauratorach.

Udostępnij.