Zbigniew Konwiński oskarżył Roberta Biedronia o plagiat – chociaż mocno się bronił żeby tego słowa na p… nie użyć. PO przeanalizowało program konkurenta i stwierdziło że nie ma on żadnego pomysłu na Słupsk i musi się posiłkować z dokumentami z Warszawy i warszawskiej rzeczywistości. I na dodatek programy te kopiuje metodą kopiuj – wklej.

konwinski-plagiat

Beata Chrzanowska, Zbigniew Konwiński i Małgorzata Brom / fot. M.Wirkus

Bardzo dokładnie przeanalizowaliśmy program naszego konkurenta w wyborach, który znalazł się ze mną w drugiej turze. Z dużym rozczarowaniem muszę stwierdzić że duże obszary tego programu są przekopiowane z innych dokumentów na zasadzie kopiuj – wklej – powiedział Z.Konwiński.

Na potwierdzenie swoich przedstawił tekst z programu Roberta Biedronia porównując je z dokumentem warszawskiego OPZZ i Partii Zielonych który dotyczy działalności w szkołach.

materiały udostępnione przez PO

materiały udostępnione przez PO

W programie Roberta Biedronia przeczytamy: Szkoła powinna być też miejscem zdrowego żywienia dla najmłodszych, spędzających w niej coraz więcej czasu. Tymczasem z dostępnością i jakością szkolnego wyżywienia jest coraz gorzej. Mimo protestu rodziców, dzieci, pracowników i pracowniczek kuchni postępuje proces komercjalizacji stołówek szkolnych. W miejscach, gdzie stołówki przekazano prywatnym ajentom oraz firmom cateringowym, cena obiadu w większości szkół wzrosła, jakość posiłków pogorszyła się, a liczba wydawanych posiłków spadła. Miasta oszczędzają nie tylko na dzieciach, ale też na pracowniczkach i pracownikach stołówek. Utracili oni stabilne zatrudnienie, często pracują na umowach śmieciowych lub czasowych. Kosztem dzieci i pracowników zarabiają tylko prywatni przedsiębiorcy.

To jest uderzenie w małe firmy, które tworzą miejsca pracy dla ludzi. Tworzymy miejsca nauki dla osób uczących się zawodu. Pracownicy nie są zatrudnieni na umowach śmieciowych, tylko na umowę o pracę. Jest to nierealne żeby państwowe stołówki wróciły do szkół. – powiedziała Małgorzata Brom – właściciel szkolnej stołówki w V LO na ul. Deotymy.

Od 2000 roku nie ma mowy o jakichkolwiek skargach na temat żywienia w słupskich stołówkach.  Zdarzają sie potknięcie, które są monitorowane. Mamy tu do czynienia z umową, którą podpisuje dyrektor szkoły z osobą która chce realizować to przedsięwzięcie w danej szkole. Nie zdarzyło się żeby miasto lub nadzór pedagogiczny musiało ingerować. Powinniśmy się cieszyć że za takie pieniądze jakie jesteśmy wygenerować jakość żywności w naszych szkołach jest dobra.  – powiedziała Beata Chrzanowska

To pokazuje że mój konkurent nie będąc ze Słupska i nie mając pomysłu realnego na Słupsk, czerpie wzorce żywcem z Warszawy, przekopiowane do tego z innych dokumentów, które nie przystają do słupskiej rzeczywistości – dodał Zbigniew Konwiński.

[poll id=”20″]
Udostępnij.