fot. Kanał 6

fot. Kanał 6

Mieszkańcy bloku przy ulicy Grottgera 17 skarżą się, że ich dom pęka z powodu prac na budowie słupskiego ringu. Dopiero teraz dowiedzieli się, że droga będzie przebiegać tylko kilka metrów od ich okien i stracą parking oraz plac zabaw.

Prezydent Słupska obiecał im, że w ramach rekompensaty miasto ociepli im budynek, wstawi nowe okna, wybuduje parking i utworzy miejsca zielone. Problem w tym, że tych prac nie ma w planach budowy ringu.

Post użytkownika Kanał 6.

W bloku przy ulicy Grottgera 17 znajduje się 27 mieszkań własnościowych. Obok budynku będzie przechodzić ring miejski. Dopiero po rozpoczęciu budowy mieszkańcy bloku dowiedzieli się, że czteropasmowa droga przebiegać będzie 7,5 metra od ich domu, a rondo znajdzie się w odległości 5 metrów od jego narożnika. Co gorsza, w czasie prac drogowych budynek zaczął pękać. Lokatorzy poczuli się oszukani, ponieważ nie zostali poinformowani o uciążliwościach wynikających dla nich z takiego, a nie innego przebiegu trasy.

„Jakie daje nam pan gwarancje, że drgania wywołane jeżdżącymi po tej drodze dużymi pojazdami, kilkudziesięciotonowymi tirami, nie będą miały wpływu na stary budynek, w sytuacji kiedy do jezdni będzie jedynie pięć metrów?!” zwracali się do przedstawicieli ratusza zaniepokojeni mieszkańcy ulicy Grottgera. Zdaniem słupszczan jest to zbyt mała odległość nawet na to, by zainstalować ekrany. „Poza tym takich, które wytłumiłyby drgania, nie ma!” irytował się jeden z mieszkańców. Ich zdaniem budynek nie przetrwa takich eksperymentów, po prostu się zawali.

Zrozpaczeni lokatorzy postanowili interweniować u prezydenta Słupska. Włodarz miasta spotkał się z nimi i obiecał, że w ramach rekompensaty za przechodzącą pod ich oknami drogę miasto wprowadzi specjalnie dla nich różne udogodnienia. O tym, co ma być zrobione i w jaki sposób, prezydent miasta decydował sam. Jeśli odpowiedzialni za budowę drogi urzędnicy mieli inny pomysł, stawiał ich do pionu. Do mieszkańców kierował natomiast wiele obietnic. „Wokół macie sporo terenu. Jestem przekonany, że uda się zrobić – na nasz koszt! – miejsca parkingowe dla dwudziestu samochodów. Dla was, a nie «ogólnodostępne». Co to w ogóle za tekst «ogólnodostępne»?! – zwrócił się do zastępcy dyrektora ZIM Jarosława Boreckiego, cytując jego słowa. – Oni mają mieć rekompensatę! Przynajmniej taką” – strofował urzędnika prezydent.

W dalszej kolejności Maciej Kobyliński roztaczał przed zebranymi na spotkaniu mieszkańcami wizję poprawy ich warunków bytowych. „To wam teraz przyrzekam: miejsca parkingowe – to po pierwsze, po drugie – otynkowanie chałupy i wreszcie – nowe okna. I oczywiście naprawdę fajne zagospodarowanie terenu: kwiatki nie kwiatki, drzewa, krzewy… Co tam będziecie chcieli, uzgodnimy to z wami” kierował słowa do likatorów bloku przy ulicy Grottgera 17 prezydent miasta.

Winę za sytuację, w jakiej znaleźli się mieszkańcy, prezydent Kobyliński zrzucił na podległych mu urzędników. Zaznaczył, że on sam o niczym nie wiedział. Ostrzegł przy tym, że złożone przez niego obietnice mogą storpedować radni miejscy. Prezydent zgodził się, że wiele osób zajmujących się planowaniem i realizacją inwestycji powinno niepokojącą sytuację mieszkańców ulicy Grottgera w porę dostrzec. „Ale na przyszłość, dla waszych dzieci i wnuków, niech to będzie nauczka. Ja muszę o sobie myśleć sam. Urzędnicy są urzędnicy! Aby im się udało tylko przeprowadzić jakiś przepis, a potem… może ja odejdę, naobiecuję, ludzie zapomną… A ja tę sprawę chcę załatwić do końca!” zapewniał Maciej Kobyliński. Nie omieszkał jednak zastrzec, że pomimo dobrych chęci jego plan może się nie udać. „Boję się tylko mojej kochanej rady, która może mi się po prostu nie zgodzić na koszty poniesione w związku z tą chałupą, twierdząc, że trzeba było zrobić to wcześniej” powiedział prezydent.

O tym, jakie konkretne propozycje rekompensaty prezydent Słupska przedstawi mieszkańcom bloku przy ulicy Grottgera 17, dowiemy się 14 lipca w czasie kolejnego spotkania władz miasta z mieszkańcami.

Udostępnij.