Film MSW / źródło: youtube.com

Screen z filmu MSW / źródło: youtube.com

Ministerstwo Spraw Wewnętrznych przygotowało kampanię promującą aplikację, dzięki której można uzyskać pomoc w sprawdzeniu danych technicznych pojazdów dopuszczonych do ruchu. Wiadomo zbliża się koniec roku szkolnego, nasze pociechy wyjeżdżają tłumnie na obozy, kolonie i wszelkiego typu spędy, gdzie mają szansę się uspołecznić. Pomysł takiej aplikacji jest jak najbardziej właściwy, przekaz horroru animacyjnego, jaki zafundowało nam ministerstwo już nie.

Animowana forma od zawsze bardziej przemawia do dzieci niż do dorosłych, mam jednak nadzieję, że żadne z dzieci tego nie oglądało. Nawet znajomych dorosłych filmik ten bowiem wgniótł w fotel.

A wiec tak: widzimy mały kolorowy autobusik, który na tle nowoczesnych identycznych wizualnie busów wydaje się tak optymistycznie inny. Nasz bohater jest jednak smutny, samotny, na skraju depresji, „życie” i użytkowanie zostawiło na nim widoczne ślady: naderwany zderzak czy boczne lusterko trzymające się tylko dzięki taśmie. Stale towarzysząca chmura deszczowa nad głową przypomina mi postać Kłapouchego z książeczek o Kubusiu Puchatku. Tyle, że osiołek z bajek nie był sam a S4D 2562 (taki ma numer rejestracyjny) nawet w zajezdni, wśród „swoich”, przepędzany jest pod śmietnik. Widzimy go załamanego (!!!), kiedy obserwuje na kolorowej reklamie uśmiechniętych „kolegów” wypełnionych rozbawionymi dziećmi, na jego widok dzieci zaś mdleją i płaczą. Wyśmiewany przez nastolatków, wypisujących na nim obraźliwe napisy, ciągnie ten swój zderzak ze łzami w oczach (twórcy dając mu uczucia ożywiają go). Przez chwilę próbuje oszukać swój wiek, goniąc gdzieś za marzeniami. Prześcieradło, którym stara się zamaskować (pewnie chodziło o próbę ukrywania wad technicznych) odbieram jako chęć powrotu na chwilę do lat sprawności, młodości, chęć bycia potrzebnym. Nadanie mu cech ludzkich rodzi więź z widzem, łzy w oczach wywołują wzruszenie, mamy nadzieję, że zaraz, za chwilę zjawi się ekipa która naprawi autobus. Ta jego bezużyteczność przywodzi mi na myśl marginalizowanie starszych, schorowanych ludzi, których łatwo jest wykluczyć ze społeczeństwa, bo o nic głośno nie proszą. Te negatywne emocje powodują w nim myśli samobójcze i prowadzą prosto na złomowisko. Jesteśmy świadkami tego, jak jedzie na taśmie prosto pod zgniatarkę, do końca mając nadzieję, że twórcy się nad nim zlitują. Nadlatuje bowiem kolorowy motylek i wyłącza maszynę. Czyżby nasz bohater dostał drugą szansę? Widzimy nawet uśmiech na jego masce i czujemy, że wszystko będzie dobrze, że stary nie musi oznaczać bezużyteczny. Kiedy już bezpiecznie czekamy na ostatnie sekundy zjawia się ruda babka (pracownica ministerstwa?) i wciska przycisk zgniatający. Płyn hamulcowy rozpryskuje się na szybie i nasz bohater ginie. Szok, który potęgują słowa: nie miej litości. Kur.., co to jest??? Nie dało się go naprawić, postawić jak słupski tramwaj w miejscu, gdzie można go będzie w jakiś inny sposób wykorzystać?

Zapytałam o zdanie na temat „filmiku” osobę związaną z teatrem dziecięcym:

Problem tego spotu polega na tym, że autobus, jako przedmiot, został spersonifikowany, dostał od twórców charakter, obdarzyli go historią. W ciągu tych dwóch minut utożsamiamy się z jego emocjami, by potem być świadkiem jego śmierci. Rozumiem, że tego typu kampania musi mieć siłę i oddźwięk, ale niech twórcy puszczą to swoim dzieciom. Ja nie puściłbym tego żadnemu dziecku.

Sam tytuł budzi kontrowersje: „Smutny autobus”, smutny może być człowiek, nie przedmiot. Jak dla mnie motoryzacyjny holocaust. Rozumiem przesłanie, bezpieczeństwo pasażerów przede wszystkim, aplikacja stworzona przez MSW – rewelacja, ale animowana forma uczłowieczająca bohatera? Czemu to służy? Jak na razie temu, że administrator na kanale YouTube zablokował komentarze użytkowników, widać nie tylko mi nie spodobało się na co idą pieniądze, za które utrzymuję różnego typu ministerstwa.

Aktualizacja

Ludzie dopisali jednak radosne zakończenie „Smutnego Autobusu”

Kotka na Szpilkach

Udostępnij.