fot. FLICR / CC-BY / by James Jin

fot. FLICR / CC-BY / by James Jin

Uwielbiam wychodzić wieczorami, chłonąć klimat opustoszałych ulic, przemykać się w rozproszonym świetle. Szwendanie się jest przecież takie kocie. Nocne życie, neony rozświetlające ulice, rozbawieni ludzi połyskujący cekinami, zatłoczone kluby z kilometrowymi ogonkami i podpite gromadki śpiewające piosenki, do których słowa tworzone są najczęściej spontanicznie.

Rzeczywistość? Raczej taka głęboko filmowa. A jak ten clubbing wygląda u nas? Wystarczy przejść się przez centrum miasta, żeby sprawdzić, jakie jest to słupskie nocne życie. Nasze miasto ma potencjał, w zasadzie mogłoby rozkwitać nocnym życiem. Ilość ławek, gdzie można przykucnąć, żeby zsunąć po całonocnych szaleństwach szpilki i zaczerpnąć świeżego powietrza, zapewnia miejsce dla niejednej imprezowiczki. Ławki te, są co prawda oblegane każdego cieplejszego wieczoru, ale jedyne co łączy ich rezydentów z miłośnikami klubowych wrażeń, to promile we krwi. Ten słupski clubbing ogranicza się najczęściej do rejonów Nocnego Marka, Adamka, dwóch lokali ze stałą klientelą i specyficznym klimatem, oraz kilku tych, gdzie raczej powinni wpaść rodzice szukając swych niepełnoletnich pociech („uczących” się u koleżanki do sprawdzianu).

Zafascynowana obserwacjami nocnych eskapad słupszczan, pomyślałam, że warto by pokusić się o próbę analizy kilku najbardziej charakterystycznych lokali naszego miasta.

Adamek

Idealne miejsce do realizacji przerysowanych i pokręconych wizji dla Tarantino oraz obszar badawczy dla każdego domorosłego socjologa z aspiracjami na doktorat. Miejsce, gdzie dobro i zło zatracają granice, a moralność można zostawić w szatni (chyba jakaś jest). Wydaje mi się, że lokal ten istnieje od zawsze. Dużo tu stałości: ten sam DJ, pokrzykujący „JAZDA”, „ORGAZM”, „DAJEMY” itp., czy kosz z różami, dla tych, co postanowili przyoszczędzić i nie wydawać kasy na kino, kolację i całe te romantyczne brednie (tu przy odrobinie szczęścia wystarczy piwo i klepnięcie w tyłek). To miejsce dla miłośników disco-polo, kusych spódniczek i rozmów na poziomie „eeeeeeeee” i „chcesz w mordę?”. Jednak Tawerna Adamek cieszy się – najczęściej wśród swoich specyficznych klientów – niewątpliwym powodzeniem.

Motor Rock Pub

Stworzony dla fanów mroku, mocnego grania, piwa z nalewaka i oszczędnej rozmowy. Miejsce to odwiedzałam jeszcze w szkole średniej (czyli całkiem niedawno ;)). Od zawsze roiło się tu od niegrzecznych chłopców, w glanach, skórzanych kurtkach, z długimi włosami. Lokal nazywał się co prawda inaczej, ale klimat był podobny, widać uchował się w murach i wypełzł przy kolejnym właścicielu. Knajpa ma swoją stałą klientelę, jednak każdy nowy, jeśli nie wystraszy się przy wejściu, ma zagwarantowaną sporą dawką dobrego, ciężkiego brzmienia, w dodatku na żywo.

Social Club Domówka

Coraz bardziej przypominający squot. Po części pewnie dlatego, że ludzie tak dobrze się tam czują, po części zaś dzięki nazwie, którą niektórzy biorą zbyt dosłownie. Zachęcające poduchy, duży ekran, przyćmione światło i dość specyficzny klimat „bliskości”, wchodzisz i dziwnym trafem okazuje się, że wszystkich znasz. Domówka, co prawda, niedawno obchodziła swoje pierwsze urodziny, ale ma spore szanse na „kultowość”, którą wyznaczają jej wszędobylscy aktywiści, artyści czy niedostosowani życiowo zagubieńcy. Lokal ten uwielbiam, nigdy nie mam go dosyć i czuję syndrom odstawienia, kiedy mija tydzień, a ja nie wiem co nowego wykombinował Gieca. Jedyne co z niepokojem i lekkim przerażeniem obserwuję, to dziwny fakt, że zaczynają się tam zalęgać garniturowi urzędnicy, których pozorny luz ogranicza się do obowiązkowej fotki (w stylizacji jednej z popularnych akcji) na portalu społecznościowym. Mam nadzieję, że liczą oni jedynie na podpity elektorat i zaraz po wyborach wycofają się do swoich knajpek, gdzie pije się z porcelanowych filiżanek snując dyskusje na tematy nudno-polityczne.

Pub AGA

Świat dmuchanego piękna, różu-pluszu i dziuń, których tipsy nerwowo stukają o blat stolika w oczekiwaniu na napływ jakiejkolwiek zagubionej myśli. Niestety, a może i stety, nikt nie wymaga tutaj znawstwa najnowszych trendów w sztuce współczesnej, a mały parkiet gwarantuje, że ewentualna zdobycz szybko dostrzeże zalotny trzepot rzęs i nie będzie szukać w utlenionej głowie niczego poza potwierdzeniem swojej fizycznej męskości.

Dworcowy kebab

Miejsce zagubionych podróżnych (na słupskim dworcu nie jest o to trudno), tych czekających na przesiadkę i osadników – smakoszy taniego wina i niedogaszonej fajki. Jak ma się ochotę na w miarę tanie jedzenie ( nie jem mięsa, ale słyszałam, że kebab tam dość smaczny), należy zaopatrzyć się w garść drobnych i pilnować żeby brzęczenie monet nie wydało nas już na wstępie.

Nocny Marek

Ratunek dla niedopitych i tych, co liczyli, że to koledzy przyniosą „coś” ze sobą. Miejsce, gdzie niektóre produkty mleczne po otwarciu mogą okazać się maślanką, chusteczki są najtańsze w mieście i dba się o tradycję picia pod sklepem (tak polską i tak naszą). Do tego, jak nie uda się wyłudzić fajki, tutaj za niewielką opłatą, można zaopatrzyć się w luksusowe cygaretki sprzedawane na sztuki. Przy odrobinie szczęścia, pełnej kieszeni monet i jednorękiemu bandycie, miejsce to może stać się również początkiem bajki: „od zera do milionera”. To oaza dla spragnionych procentów, mekka dla strudzonych podróżą, miejsce niemal święte i znane każdemu, kto w środku nocy ujrzy z żalem dno butelki.

Czasami zastanawiam się, jaki ten nocny, undergroundowy Słupsk jest naprawdę, czy przesiaduje w bramach, na ławkach w parku, czy to ja celowo omijam miejsca, gdzie rozkwita w swej brutalności i prostocie. Każde z miast ma to drugie życie, tak skrzętnie ukryte i dostępne jedynie dla wtajemniczonych. Poczekam i poobserwuję, koty to przecież nocne stworzenia.

Kotka na Szpilkach

Udostępnij.