Artur Andrus / fot. Honorata Karapuda

Artur Andrus / fot. Honorata Karapuda

Uchodzi za jednego z najlepszych przedstawicieli polskiej sceny kabaretowej. Ceniony za wyszukany styl, błyskotliwość i nieszablonowość. Jego projekt „Zakład Usług Satyrycznych” bawi ludzi w całym kraju. Artur Andrus w trakcie dwugodzinnego występu porwał również i słupską publiczność. Jak ocenia samego siebie, w czym widzi fenomen otaczającej nas rzeczywistości – między innymi na te pytania udzielił odpowiedzi w rozmowie z naszym portalem.

…ale najpierw włącz sobie piosenkę ;)

„Nie lubię piosenki kabaretowej. Nie jest to ani śmieszne, ani dobrze wykonane. Zawsze, kiedy widzę w telewizji kabaret i rozpoczyna się piosenka, zmieniam kanał. No chyba, że mikrofon chwyta Artur Andrus”. To słowa jednego z internautów. Wydaje się, że jest pan uznawany za zjawiskową postać w gronie kabareciarzy – najlepszego piosenkarza wśród dziennikarzy i najlepszego dziennikarza wśród piosenkarzy.

[quote]To są oczywiście prowokacje. Ja nie jestem ani muzykiem, ani do końca dziennikarzem, choć papiery na wykonywanie tego zawodu mam, ale jest to dziwna forma dziennikarstwa. Zdaję sobie sprawę, że w Polsce jest co najmniej kilku lepszych ode mnie wokalistów. Cieszę się jednak z tego, że grupa ludzi rozpoznaje konwencję, którą propaguję. Nie chodzi o to, by najlepiej na świecie wykonać jakiś utwór, trzymać się precyzyjnie melodii. Chodzi o to, by oprócz muzyki, słów, na scenie wydarzyło się coś sympatycznego. Pozostaje mi cieszyć się z tego, że pozostaje grupa ludzi, która szanuje taką koncepcję i kupuje płyty z taką twórczością. Piosenka kabaretowa faktycznie jednak zanikła. Utarło się przekonanie, że taka forma sztuki nie istnieje. Paradoksalnie, pomogło to mojej płycie. Podkreślam jednak, że w Polsce jest wielu twórców, którzy zajmują się tą formą sztuki.[/quote]

Zdarza się Panu nie mieć pomysłu na tak wyrafinowany przekaz rzeczywistości?

[quote]Oczywiście, że tak. Wbrew opiniom, ja nie jestem cyborgiem, nie mam nastawionego organizmu na bezbłędną radość i uśmiech na twarzy. Zdarzają się sytuację, w których jest mi nie specjalnie wesoło, a muszę napisać coś śmiesznego. Ja za każdym razem, kiedy napiszę jakąś piosenkę, mam obawy, że będzie to ostatnia z nich. Jestem wręcz przekonany, że to ostatni akcent w mej twórczości, na szczęście jednak kolejne się pojawiają.[/quote]

Wszystko da się przedstawić w tak pogodny sposób?

[quote]Chyba tak. Nie mam tematów tabu. Ja mogę żartować z różnych rzeczy. Podchodzę do tego na zasadzie pytania: czy kogoś taka twórczość skrzywdzi?[/quote]

Oglądał Pan jeden z występów Abelarda Gizy dotyczący papieża? Czy w tym przypadku granica dobrego smaku została przekroczona?

[quote]Każdy sam ją sobie wyznacza. Jeżeli jest świadomy tego, co robi na scenie, powinien zastanowić się, czy uraża to jego odbiorców. Chyba, że zależy mu na tym i jest na to nastawiony. Mnie ten skecz nie uraził. Nie rozumiem tej całej histerii. Jej przyczyn doszukuję się w grze politycznej. Przypominam sobie sytuację, kiedy na festiwalu kabaretów PAKA w Krakowie pojawił się kabaret złożony z osób niepełnosprawnych umysłowo. Widać było, że publika nie wie, jak reagować. Twórcy pokazali się z ciekawej strony, zaczęli żartować ze swojej niepełnosprawności. Sami mieli do tego prawo. Ja bym miał opory, bo nie wiedziałbym, czy ich to nie urazi. Chyba, że znalazłbym jakiś wyjątkowy sposób, który by ich nie uraził.[/quote]

Jak osoby związane z kabaretem nazwaliby obecne czasy?

[quote]Czasami szoku, albo wtopy. Patrząc na doniesienia internetowe można zauważyć, że ludzie nadużywają tych słów. Nawet w nawiązaniu do bardzo prostych sytuacji. Cytat z jednego z serwisów: „Szok prezenterka telewizyjna przyszła na galę z partnerem”. Co tu jest szokiem, to, że przyszła na galę, czy to, że z partnerem, a nie z partnerką? Nie wiem, co w tej sytuacji jest szokujące. Przyczyny stosowania takiego zabiegu są jasne, mają nakłonić ludzi do sprawdzenia, co kryje się za tą sensacją. By to obejrzeli i zainteresowali się tym. A co do „wtopy” to widziałem sytuację, kiedy tym mianem określano jedną z aktorek, która nie zawiązała buta. Nagłówek jednej z informacji brzmiał „Wtopa na gali”. Gdybym miał określić obecne czasy, to nazwałbym je „czasami pośpiechu”. To zadziwiające, kiedy porównam obecne czasy do chwil mojej młodości. Wtedy była możliwość spotkania się ze znajomymi, powygłupiania się, zwykłego pogadania.  Teraz sam zauważam, że brakuje mi czasu, by odetchnąć. Próby, godziny, podróż – sam jestem wściekły na siebie o to, że brakuje mi czasu na zwykłe rzeczy.[/quote]

Pan jako jedna z nielicznych postaci sceny kabaretowej nie komentuje sytuacji politycznej. Dlaczego?

[quote]Po prostu się na tym nie znam. Wiem też, że ludzie są tym zwyczajnie zmęczeni. Na spotkaniach rodzinnych, w codziennej rzeczywistości jesteśmy świadkami dyskusji PiS czy PO. Na przystankach autobusowych niedługo będą rozkłady dla tych z PiS – u i dla tych z Platformy. Może dojdziemy do tego, że osoby preferujące różne opcje polityczne będą jeździć różnymi autobusami.   Ja sam mam tego dosyć, więc nie chcę katować innych.[/quote]

Dziękuję za rozmowę.

Udostępnij.