„Zawsze oczekiwałam czegoś więcej od zachodu słońca.” – Joe

źródło: Gutek Film / photo by Christian Geisnaes

źródło: Gutek Film / photo by Christian Geisnaes

Jak się okazało, nie taka „Nimfomanka” straszna, jak ją malują. Artykuły oraz setki oburzonych postów na stronach dotyczących najnowszego filmu przygotowały mnie na obraz, nie tyle kontrowersyjny, co nawet obrazoburczy, perwersyjny i przełamujący granice, pokazujący w kinie to, na co nikt wcześniej nie miał odwagi. Dałam się nabrać Larsowi, oczekiwałam szokujących scen, pornografii, a w sali kinowej spotkała mnie  piękna historia o poszukiwaniach fizycznej rozkoszy.

Ujrzałam poetycki obraz, pełen porównań, metafor, przeplatany muzyką, raz ciężką Rammsteina, raz delikatną wyrażoną kroplami deszczu czy szumem liści Jesiona, o którym ojciec bohaterki mówił, że urody zazdroszczą mu inne drzewa. Lars jest mistrzem, pokazuje, że przyjemność płynąca z seksu może być zabawą, może cieszyć i być jedynie radością, bez całej romantycznej otoczki. Bohaterka nie szuka niczego poza rozkoszą, nie wstydzi się tego, że potrafi oddzielać fizyczność od emocji. To niezwykła opowieść o odkrywaniu siebie, swoisty taniec godowy, który pokazuje jak blisko nam do świata zwierząt, ich instynktów. Von Trier pokazuje, że seks dla samej przyjemności nie jest czymś złym.

Film zaczyna się jak dobry thriller, mroczny, brudny zaułek, zakrwawiona kobieca dłoń i gitarowy, ciężki Rammstein. Reżyser świetnie bawi się konwencjami, przenosi nas poprzez farsę do świata erotyki, wszystko jest tu wyważone i przemyślane. Straszy mężczyzna znajduje leżącą na ulicy kobietę i kiedy ta odmawia wezwania pogotowia, zabiera ją do siebie. Joe w samotni Seligmana snuje historię, która raz nas bawi, raz wzrusza, ale nie budzi zgorszenia. Bohaterka po każdej z opisanych historii szuka w sobie winy, jednak Seligman ją usprawiedliwia, za każdym razem tworząc metafory, czy to poprzez świat przyrody, czy muzyki. Te metafory są bardzo ważne w najnowszym filmie Larsa von Triera. Nadają głębi postępowaniu, które zostało potępione przez osoby, które chyba do końca nie zrozumiały tej historii, skupiły się na powierzchowności, na fizycznym aspekcie. Starszy, samotny mężczyzna kochający wędkowanie i muzykę Bacha nie tylko przygarnia obcą sobie kobietę i wysłuchuje jej historii, ale nadaje jej sens i mistycyzm. To niezwykła spowiedź odmierzana filiżankami wypitej herbaty. Salingmana odbieram jako sumienie Joe,  które nie gani jej, nie rozlicza.

źródło: Gutek Film / photo by Christian Geisnaes

źródło: Gutek Film / photo by Christian Geisnaes

A jaka jest Joe? Do czego jest zdolna? Chyba jedynym mężczyzną,  którego kochała był jej ojciec. Człowiek, który zawsze znajdował dla niej czas, z którym spacerowała po parku, który pokazywał jej piękno otaczającej nas przyrody i uświadamiał, że jesteśmy jej częścią. Spacery te stały się w późniejszym okresie ważne dla Joe, stanowiły pewną formę autoterapii. To w parku, pośród drzew, tak naprawdę pokazywała jaka jest, w tych krótkich chwilach miałam okazję poznać kim jest Joe, tam też spotykały ją rzeczy ważne i dobre. Nie myślę o niej jako o niespełnionej kobiecie, która szukając fizycznej rozkoszy  poszukiwała tak naprawdę miłości. Ta fizyczność i droga, którą wybrała spełniają ją. Seks z początku traktowany jako zabawa, wyzwanie rzucone przez przyjaciółkę, potem jako wyzwanie rzucone samej sobie. Pierwszy raz przedstawiony za pomocą liczb: 3+5 , mimo, że nie był udany, to zaważył na jej późniejszych wyborach. Przez jakiś czas szukała w przypadkowych mężczyznach tego pierwszego kochanka. Seks rozpatrywała jako rozkosz. Odpowiedzi na naszą fizyczność szukała z początku  na studiach medycznych, które nie spełniły jednak jej oczekiwań, była  jakby ciągle w drodze, mijani kochankowie nie byli dla niej niczym, poza drogą do zaspokojenia, sposobem na rozkosz, chwilową, ale ważną. I elementy tak ważne u Triera: kamera skupiona na aktorze, bez efekciarstwa, niepotrzebnych dodatków, odwracających uwagę o sedna sprawy, którym jest w tym przypadku dążenie głównej bohaterki do fizycznej rozkoszy. Tak typowe dla twórców Dogmy 95. To kamera podąża za aktorem, nie odwracając się, nie zaciemniając światła w momentach najbardziej intymnych. Bezwstyd? Absolutnie nie. Lars w pewnym sensie obnażał Joe, jednak tak naprawdę nie pozwolił mi jej poznać. Nie otworzyła się przed widzami, tak jak nie otwierała się przed kolejnymi kochankami. Ona sama, w mieszkaniu Seligmana pełna była wyrzutów wobec swoich uczynków, pełna sprzeczności. Zdając sobie sprawę, że mogła skrzywdzić wiele osób jednocześnie mówiła: „żeby zrobić omlet trzeba zbić kilka jajek”. Zazdrosna żona (boska, ekspresyjna Uma Thurman), przerażone dzieci siedzące na łóżku kochanki ojca, zakochany nieudacznik czekający pod oknem na swoją kolej. Nie oceniam Joe, to jej wybór. Każdy jest odpowiedzialny sam za siebie. Jedynie jej przywiązanie do ojca i scena, w której trwa przy jego łóżku w chwili śmierci pokazało że to osoba z całą gamą uczuć.

źródło: Gutek Film / photo by Christian Geisnaes

źródło: Gutek Film / photo by Christian Geisnaes

Nagość w tym filmie, opisywana często jako wulgarna, jest absolutnie naturalna i jak najbardziej na miejscu, nie oburza. Nagim penisom, które budziły zgorszenie na forach pokazane jeden po drugim, klatka po klatce, brak wulgarności, to jeden ze sposobów Joe na przedstawienie  kolejnych bohaterów swojej historii. W pewnym momencie mówi nawet, że sypiając z wieloma mężczyznami czuje się tak, jakby miała tylko jednego kochanka. A gdy w końcu znów spotyka tego pierwszego, którego w pewnym momencie wydawało się jej, że kocha, zostawia nas z niedosytem, pierwszą część kończąc słowami: „nie czuję nic”.

Pełna sala, koło mnie dwie panie w wieku, który budzi szacunek, zero westchnień oburzenia, złośliwych komentarzy. Widzowie opuścili salę uśmiechnięci, oczarowani poruszającą historią kobiety, która oczekiwała od zachodu słońca czegoś więcej. A ja po raz kolejny zauroczyłam się światem, który otworzył  przede mną  Lars von Trier, bezkompromisowy uwodziciel.

[youtube url=”http://www.youtube.com/watch?v=Z3Y137lGVy4″ width=”560″ height=”315″]

Kotka na Szpilkach

Udostępnij.