Styczeń to miesiąc, na który każda kochająca modę i okazje kobieta (niezależnie od wieku i stanu konta) czeka najbardziej. Miesiąc wydawałoby się zimny i ponury a wyzwalający instynkty wytrawnego łowcy w przedstawicielkach płci z pozoru łagodniejszej. Ta nasza łagodność niejednego już zresztą zwiodła. Czerwone tablice krzyczące wyprzedaże, sale i temu podobne (język nie stanowi tu bariery) hipnotyzują z każdej prawie wystawy sklepowej.

kotka-moda

20140103794I tak za płaszczyk, który do tej pory kosztował ok. 300 zł płacimy tylko 79, mimo, że nigdy nie zwrócilibyśmy na niego uwagi. Jeśli oszczędzamy ponad 200 zł to jest okazja, której nie możemy zmarnować. Już od października robię więc mały rekonesans po sklepach i odnotowuję skrzętnie na co zapoluję w styczniu. A potem to już tylko czekam, wyrabia mi się przy okazji cierpliwość i spostrzegawczość, bo przecież co jakiś czas trzeba sprawdzić czy jest jeszcze na co czekać. W okolicach grudnia albo jesteśmy zaprzyjaźnione z personelem obserwowanych sklepów, albo w najgorszym wypadku mają nas tam za wariatów i „przyjaźnić” się możemy co najwyżej z ochroną.

20140103797Podobno jestem uważana za zakupoholiczkę,  ale jakże dumna jestem, kiedy wracam z torbami mega okazji (w tle mógłby lecieć motyw towarzyszący kultowej scenie z Pretty Woman) i z dumą mogę policzyć ile tak naprawdę zaoszczędziłam.

Wypuszczając się w miasto w celu udokumentowania na zdjęciach czerwonych tablic wróciłam do domu z nowymi cudeńkami. I mimo, że daleko mi do krwiożerczych odruchów łowcy, to zdobycze swe niosłam niczym lwica wracająca z polowania.

Kotka na szpilkach ;)

Udostępnij.