źródło: Pogoń Lębork

źródło: Pogoń Lębork

Bramki: 1:0 Sylwester Ilanz (26), 2:0 Arkadiusz Byczkowski (28), 2:1 Maciej Pluta (51), 2:2 Patryk Kotowski (56), 2:3 Wojciech Wilmański (59)

Pogoń: Skrzypczak – Wesserling, Morawski, Janowicz (46 Naczk), Bach – Iwosa, Sychowski, Byczkowski – Waczkowski, Ilanz, J. Żmudzki

Olimpia: Dębowski – W. Pliszka, Korda, Roszkowski, G. Pliszka, Skoczek (49 P. Kotowski), Blejwas (69 Neumann), Maciej Pietrzyk, M. Pluta, Mateusz Pietrzyk (90+2 Marszałkowski), Wilmański (88 Maciąg)

Żółte kartki: Waczkowski – M. Pluta, Mateusz Pietrzyk
Sędzia: Damian Kos

[youtube url=”http://www.youtube.com/watch?v=g1pXDvXkHko” width=”560″ height=”315″]

Mecz z beniaminkiem ze Sztumu był jednym z tych pojedynków, w których mało kto dopuszczał stratę punktów. Pierwsza połowa przebiegła po naszej myśli, choć sztumianie zanim stracili dwa gole, zaprezentowali się korzystnie w defensywie i nie pozwolili na stworzenie zagrożenia. Aż nadeszły trzy minuty, w przeciągu których Pogoń dwa razy rozmontowała szczelną do tej pory defensywę przyjezdnych. Najpierw Ilanz po raz czternasty w rundzie pokonał bramkarza rywali po zespołowej akcji i podaniu Waczkowskiego. Waczkowski podawał także chwilę później, kiedy Byczkowski po prostopadłym podaniu ograł w „16” obrońcę i mocnym uderzeniem nie dał szans Dębowskiemu.

W 35 minucie Jakub Żmudzki zmarnował świetną okazję i gościom niezwykle trudno byłoby odwrócić niekorzystny wynik. A tak nie stracili wiary i w drugiej połowie działy się rzeczy, których chyba nikt nie spodziewał się. Defensywa Pogoni już i tak osłabiona brakiem swojego pauzującego za kartki lidera Oskara Jasińskiego i leczącego naciągnięty mięsień lewego obrońcy Bartosza Żmudzkiego, doznała kolejnej straty. Na drugą połowę nie wyszedł już środkowy obrońca Łukasz Janowicz, który naciągnął pachwinę i gra defensywna całkowicie posypała się. Między 51 a 59 minutą goście nie tylko wyrównali, ale wyszli na prowadzenie, obnażając wszystkie słabości eksperymentalnie zestawionej formacji, z nominalnymi defensywnymi pomocnikami Morawskim i Wesserlingiem na środku czy lewoskrzydłowym Jakubem Żmudzkim na lewej obronie. Znokautowani gospodarze nerwowo próbowali doprowadzić chociaż do remisu, ale cofnięci goście kontrolowali wydarzenia na murawie i utrzymali do końca korzystny wynik. To druga, po porażce w Dzierzgoniu kolejkę wcześniej, przegrana Pogoni, kiedy nasza drużyna dyktuje warunki gry do przerwy, prowadzi zasłużenie i kończy mecz bez punktu. A już w niedzielę, po wielu latach przerwy, Pogoń zagra w Słupsku z Gryfem. Oby ostatnie niepowodzenia nasza drużyna powetowała sobie i nam na Zielonej.

Wyjazdy, kontuzje, kartki nie oszczędzają naszej drużyny w tej rundzie. Jednak nawet brak Jasińskiego i B. Żmudzkiego w meczu z Olimpią nie miały być tak brzemienne w skutki, bo przeciw sztumianom Pogoń miała przede wszystkim atakować i strzelać gole. Mateusz Wesserling już zdążył przyzwyczaić się do roli prawego obrońcy, a Szymon Bach lewego. Od kilku kolejek przebojem do składu wdarł się 17-letni Łukasz Janowicz, który parę stoperów tworzył z Rafałem Morawskim. Ten ostatni grał już na tej pozycji w tym sezonie, jednak na środowym treningu złamał palec dłoni i w obliczu problemów kadrowych musiał zagrać z konieczności.

Do straty goli zdyscyplinowani, skoncentrowani sztumianie radzili sobie całkiem nieźle w grze obronnej i na pewno nie była to desperacka defensywa, bo trzeba przyznać, że Pogoń ani nie nacierała szczególnie intensywnie, zaskakując pomysłem czy tempem akcji ofensywnych. Jak to często mamy okazję oglądać w Lęborku, gospodarze rozgrywali piłkę po obwodzie, uskuteczniając atak pozycyjny. Od czasu do czasu stosowali długie, krzyżowe lub prostopadłe podania. Goście w porę orientowali się w tych zamiarach i działaniach i niwelowali je bez większych problemów. Co więcej, trzy razy w krótkim czasie przedostali się pod pole karne lewym skrzydłem, ale dośrodkowania pozostawiały już wiele do życzenia. Pogoń odpowiedziała akcją, w której dopiero wybiegający pod „16” bramkarz uprzedził jednego z naszych piłkarzy, oddalając zagrożenie.

I tak gra toczyłaby się dalej głównie między szesnastkami, aż nadeszły trzy minuty, który nas zachwyciły a zawodnikami gości wstrząsnęły. W 26 minucie pokazał się Jakub Żmudzki. Dryblował przed polem karnym gości aż przekazał piłkę Waczkowskiemu. Ten ostatni skupił uwagę obrońców, którzy podwoili krycie. Waczkowski dostrzegł to i przytomnie odegrał do pozostawionego bez opieki Ilanza. Jeden z najlepszych ligowych napastników bezwzględnie wykorzystał ten błąd i mocnym, płaskim uderzeniem trafił do siatki.

Nie minęły trzy minuty jak Pogoń wyprowadziła, wydawałoby się, nokautujący cios. Tym razem prostopadłe podanie Waczkowskiego trafiło w pole karne do Byczkowskiego, a skrzydłowy Pogoni po ograniu obrońcy huknął pod poprzeczkę. Euforia na murawie i trybunach. Kibice mogli wygodnie rozsiąść się i czekać na kolejne gole. Ten trzeci powinien paść w 35 minucie. Szybka wymiana podań z pierwszej piłki na przedpolu, po której Waczkowski zagrał w tempo do nabiegającego Jakuba Żmudzkiego. Skrzydłowy Pogoni ma w tym sezonie duże problemy ze skutecznym wykańczaniem nawet najlepszych okazji i tak też było tym razem. Mając piłkę na swojej lepszej, lewej nodze nie dokręcił jej do bramki i przefrunęła nad poprzeczką. Mogło być „po zawodach”. W 38 minucie zaatakowała Olimpia. Jeden z gości dobiegł z piłką do końcowej linii i zagrał w pole karne. Za krótko wybita przez Pogonistę piłka trafiła pod nogo jednego ze sztumian. Uderzenie miało odpowiednią moc, ale zabrakło mu nieco precyzji. Mogło być groźnie. W odpowiedzi szybka wymiana podań na połowie Olimpii i piłka trafiła do Waczkowskiego. Po dwóch asystach skrzydłowy Pogoni miał apetyt na gola, ale piłka po jego uderzeniu z 17 m w długi róg minęła niewiele słupek. Sędzia zakończył pierwszą połowę w regulaminowym czasie.

Na drugą połowę nie wyszedł już na boisko narzekający na uraz pachwiny Janowicz. Trener Pogoni Sobiesław Przybylski nie zdecydował się wprowadzić za niego żadnego z trzech bocznych obrońców, mając do dyspozycji Bartosza Żmudzkiego, Pawła Bulczaka czy Michała Fudalę. Pojawił się za to ofensywny pomocnik Miłosz Naczk, co wymusiło zmiany w ustawieniu zawodników. Wesserling stworzył parę stoperów z Morawskim. Bach został przeniesiony na swoją nominalną prawą stronę defensywy, a jego miejsce z lewej zajął cofnięty ze skrzydła Jakub Żmudzki. Jak pokazały kolejne minuty, to zestawienie zupełnie nie zdało egzaminu.

Defensywna taktyka gości w pierwszej połowie nie sprawdziła się i sztumianie nie mieli już nic do stracenia, a wszystko do zyskania. W 49 minucie Skoczka zmienił najlepszy strzelec gości Patryk Kotowski, ale on był bohaterem kolejnej akcji. Zanim jednak to nastąpiło, w 49 minucie nastąpiło prostopadłe podanie w tempo, zbyt wysoko ustawiony był Jakub Żmudzki, zabrakło asekuracji i Maciej Pluta miał przed sobą próbującego ratować jeszcze sytuację Michała Skrzypczaka. Pluta popisał się techniczną podcinką i przelobował bramkarza Pogoni. Trudne technicznie uderzenie znalazło drogę do bramki tuż przy słupku. Goście złapali kontakt i poszli za ciosem. Zdezorganizowana obrona Pogoni dała się zaskoczyć 5 minut późnie. Nikt nie skoczył do dośrodkowania, pilnujący Bach nie przeciął podania i Kotowski z pola karnego trafił do bramki. Konsternacja na murawie i jeszcze większa na trybunach. Jeszcze nie podnieśliśmy się po tym ciosie, a goście w 59 minucie pogrążyli gospodarzy. Ponownie jak przy pierwszej bramce prostopadłe podanie na stronie Jakuba Żmudzkiego, brak asekuracji i ruchliwy Wojciech Wilmański znalazł się przed Skrzypczakiem. Nie strzelał, ale minął jeszcze bramkarza i z ostrego kąta, ku naszej rozpaczy, zmieścił piłkę w bramce. Byliśmy na łopatkach.

W 66 minucie podanie z własnej połowy na wolne pole, przegrany pojedynek biegowy, jednak próba lobowania Skrzypczaka tym razem nie powiodła się. Trener Przybylski widząc co się dzieje dokonał kolejnej roszady. Cofnął na środek obrony Iwosę, a do pomocy na jego miejsce został przesunięty Wesserling. To już na niewiele się zdało. Goście cofnęli się i spokojnie rozbijali chaotyczne, nerwowe akcje ofensywne Pogoni. Jeszcze należałoby wspomnieć o jednej sprawie. Z większą lub mniejszą intensywnością przez całe sobotnie spotkanie w Lęborku padał deszcz. Z każdą minutą już i tak kiepska murawa przypominała śliskie grzęzawisko. Podsumowując. W pierwszej połowie Pogoń dwoma golami w trzy minuty rzuciła gości na deski. Ci jednak odrodzili się i w ciągu 8 minut wyprowadzili trzy potężne ciosy, na które gospodarze nie mieli już siły odpowiedzieć.

Udostępnij.