Na wejście do śmigłowca czy samolotu trzeba było czekać nawet półgodziny. Fot. Marcin Wirkus

Na wejście do śmigłowca czy samolotu trzeba było czekać nawet półgodziny. Fot. Marcin Wirkus

Kilka tysięcy mieszkańców Pomorza odwiedziło w sobotę pokazy lotnicze w 44. Bazie Lotnictwa Morskiego w Siemirowicach. Duża frekwencja zaskoczyła wojskowych, którzy polegli organizacyjnie.

Atak gości na bazę wojskową w Siemirowicach trwał od soboty od samego rana. Aby dostać się na pokaz niektórzy czekać musieli ponad półtorej godziny. Najpierw stali w potężnym korku czekając na miejsce na parkingu, niektórzy nie wytrzymywali i parkowali w lesie i wzdłuż szosy. Następnie tłum czekał na autobusy wożące ludzi na miejsce pokazów. Jeździły trzy, ale to było stanowczo za mało. Ludzie przepychali się jeden przez drugiego mimo obecności wojskowych nikt nie potrafił zaprowadzić tam porządku.

Goście, którzy po długim oczekiwaniu w końcu dojechali stłoczeni jak sardynki na płytę lotniska nie mieli szansy na nic ciepłego. Wojsko nie prowadziło sprzedaży gorącej herbaty, kawy, fast foodów. Nie było nawet słynnej wojskowej grochówki. Aby wejść do jednego z samolotów udostępnionych do zwiedzania trzeba było czekać ponad pół godziny. Zdecydowana większość zwiedzających żałowała, że przyjechali do Siemirowic. Ludzie wrócili głodni, zmarznięci i zdenerwowani.

Miejmy nadzieję, że wojskowi wyciągną wnioski z sobotniej klapy i w przyszłości będą lepiej zorganizowani.

Udostępnij.