Radni podjęli uchwałę o zwołaniu referendum w sprawie odwołania prezydenta Macieja Kobylińskiego. Drugi raz słupszczanie będą mogli wypowiedzieć się w tej sprawie. W zeszłym roku większość zagłosowała nogami… na referendum nie poszła. Czy teraz będzie inaczej? Co się zmieniło od poprzedniego głosowania?

Rada Miasta Słupska

Poprzednie referendum odbyło się dzięki aktywności Grupy Inicjatywnej. Jedyną lokalną siłą polityczną, która oficjalnie poparła referendum było słupskie Prawo i Sprawiedliwość. Ale poparcie wyrażone w czasie konferencji prasowej nie przełożyło się na widoczne działania członków partii w trakcie kampanii referendalnej. Zresztą sama kampania, chyba przede wszystkim ze względu na ograniczenia finansowe, nie była zbyt imponująca. W przeciwieństwie do kampanii propagandowej prowadzonej przez ratusz.

Tym razem powinno być inaczej. W związku z głosowaniem w Radzie wszystkie liczące się siły polityczne w Słupsku musiały jednoznacznie przedstawić swoje stanowisko. Tak otwartego frontu sprzeciwu wobec Macieja Kobylińskiego, popartego prawną absolutoryjną i referendalną procedurą nie było. Tym razem ramię w ramię wystąpiły PiS, Platforma Obywatelska, klub radnych Krystyny Danileckiej-Wojewódzkiej, a nawet radny Krzysztof Kido, który przez wiele lat był zausznikiem prezydenta.

Propagandę w iście najlepszym stylu rozpoczął już prezydent Kobyliński. Zrobił to podczas sesji, kiedy swoje wystąpienie oparł na (jego zdaniem) sukcesach ostatnich 11 lat. Mogliśmy się z niego dowiedzieć, że to jego działalność doprowadziła do wybudowania obwodnicy miejskiej (mimo, że w całym kraju drogi krajowe buduje rządowa Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad), miejskiego szpitala (mimo, że szpital był budowany przez Urząd Marszałkowski w Gdańsku). Radni byli jednak czujni i nie puścili mimo uszu półprawd i naciąganych faktów. Odnieść można było jednak wrażenie, że zanim zapadła decyzja o referendum kampania referendalna ruszyła z kopyta.

Kobyliński zapowiedział jednocześnie walkę w sądzie. Zatem uchwała radnych – dopóki nie będzie prawomocna – nie jest wystarczającym dowodem na to, że w ogóle do plebiscytu dojdzie. Batalia sądowa, która się rozegra będzie finansowana z naszych pieniędzy. O dalszy byt na urzędzie Kobyliński zapłaci naszymi pieniędzmi.

Mimo że wspólny front w głosowaniu był faktem trudno oczekiwać, że będziemy też świadkami jakiejś wielkiej współpracy przy kampanii referendalnej. Poszczególne środowiska polityczne mają rozbieżne interesy, choć póki jeden wspólny cel. Poza odwołaniem prezydenta warto pamiętać, że komisarzem w Słupsku zostanie osoba wskazana przez Platformę Obywatelską (formalnie przez wojewodę, czyli przedstawiciela rządu w terenie). Ze względu na bliskość kolejnych „normalnych” wyborów samorządowych to rada miejska zdecyduje, czy komisarz rządzić będzie kilkadziesiąt dni, czy około 11-12 miesięcy. Jeżeli komisarz będzie nie w smak większości radnych mogą oni zdecydować o wyborach, jeżeli Platformie uda się dogadać z radnymi z innych klubów przyspieszonych wyborów może nie być.

Pytanie tylko z kima PO mogłoby się dogadać? Porozumienie z PiSem byłoby ewenementem na skalę ogólnopolską. Dogadanie z SLD raczej w grę nie wchodzi, skoro to PO zainicjowała odwołanie lewicowego prezydenta. Pozostaje tylko klub Krystyny Danieleckiej-Wojewódzkiej. Taka większość dawałaby w radzie wystarczającą większość 12 głosów (na 23). Ale czy do tego czasu Krystyna Danilecka-Wojewódzka będzie jeszcze radną (29 lipca 2013 roku wojewoda pomorski wygasił jej mandat, ale sprawa zapewne wyląduje w sądzie), czy będzie istniał jej klub, czy jej radni będą skłonni współpracować z Platformą? Tego nie wiadomo, zwłaszcza po nienajlepszych doświadczeniach współpracy sprzed poprzednich wyborów prezydenckich.

Czeka nas ciekawych politycznie kilka miesięcy. Miejmy nadzieję, że w tych układankach radni i lokalni włodarze nie zapomną o tym co jest najważniejsze – o Słupsku i jego mieszkańcach.

Udostępnij.

Komentarze są niedostępne.