Z archiwum „Kuriera Obywatelskiego”.

Dzięki współpracy z redakcją pisma wydawanego przez Centrum Inicjatyw Obywatelskich (wbrew „złym głosom” nigdy niezwiązanego z partią PO) możemy zaprezentować najciekawsze materiały z archiwum tego bezpłatnego miesięcznika. Z pewnością do takich należą artykuły Rafała Szymańskiego na temat historii słupskiej sceny muzycznej w latach 80. i 90. ubiegłego wieku pod wspólnym tytułem „ROCK-OFF: Kultura, której nie było”.

Poszukiwanie wolnej przestrzeni

Czy Kurt Cobain, nieszczęśliwy gitarzysta Nirvany, palnąłby sobie w łeb z pistoletu wcześniej, gdyby chociaż raz przyszło mu zagrać w Słupsku? Pamiętam jak występując przed laty w ewie braun, jednym z bardziej rozpoznawalnych w Polsce słupskich zespołów nie potrafiliśmy zasłużyć sobie na szacunek rodzimych animatorów sztuki. Nie byliśmy zapraszani na koncerty organizowane przez miejscowe instytucje. Jeżeli sami nie zdecydowaliśmy się na zorganizowanie sobie występu, nie graliśmy.

Po kilku latach gry na krajowych i europejskich scenach zawsze jednak przyjemnie było wrócić do rodzimej miejscowości i zagrać dla przyjaciół. Kiedyś pojawił się pomysł, idea, aby oswajać do koncertów miejsca, w których do tej pory rzadko, albo nigdy nie gościła muzyka. To szukanie kolejnej przestrzeni dla dźwięków miało wymiar na pewno artystyczny, pozwalało także propagować ideę, której ewa braun była bliska – do it your self – „zrób to sam”. Coś jak dzisiejsze inicjatywy obywatelskie.

Szukaliśmy miejsc, w których jeszcze nigdy nie było koncertów, a które na jeden wieczór mogłyby spełnić rolę sceny. O dziwo było ich w Słupsku i okolicach mnóstwo. Zawsze jednak po koncercie „coś” było nie tak. W galerii BWA przy ul. Partyzantów, ówczesnej dyrekcji nie podobał się ślad po bucie pozostawionym przez uczestnika koncertu na ścianie, w galerii przy ul. Zaruskiego w Ustce w trakcie koncertu spadł ze ściany obraz, w jednej chwili przez to staliśmy się profanami sztuki. W podziemiach domu partii wszelakich przy ul. Sienkiewicza 5 do siedziby stowarzyszenia Czarny Kot przyjechała policja, bo muzyka była za głośna.

Ta sama policja pojawiła się, gdy na scenie w Parku Kultury i Wypoczynku dawaliśmy koncert pod otwartym niebem, ale potem trzeba było złamać zakaz wjazdu, aby zabrać ze sceny sprzęt. Dla Domu Kultury w Ustce byliśmy za głośni, w Miejskim Ośrodku Kultury w Słupsku mieliśmy za odważną nazwę, z Młodzieżowego Centrum Kultury sami odeszliśmy decydując się na grę w garażu. Dzisiaj to normalność, jeszcze kilka lat temu była to pionierska inicjatywa. Tylko w Civitas Chrystiana w sali wykładowej było spokojnie, może dlatego, że zagraliśmy akustycznie.

Warto było. Każdy ruch w stronę nowego dawał nadzieję, że kultura w tym mieście nie istnieje tylko w instytucjach, że pozostaje w rękach mieszkańców. Do it your self – “zrób to sam”.

Rafał Szymański

były muzyk, autor tekstów, dziennikarz Głosu Pomorza, organizator i uczestnik koncertów w Słupsku.

Udostępnij.

Komentarze są niedostępne.